dzieci książki czytanie
Dwujęzyczność w naszym domu

Rozszerzaj słownictwo u dziecka również w języku obcym. Jak? A tak!

Rozszerzanie słownictwa u dziecka należy stymulować zarówno w języku ojczystym, jak i obcym. To niezwykle ważna sprawa. W moim przypadku zabiegi takie mają szczególną wartość, bo wiem, że póki co, nikt oprócz mnie nie nauczy mojej córki niemieckiego. W przypadku dwulatka sens ma jedynie zabawa, luźna atmosfera i uśmiech na buzi. Tylko tak można w malucha wcisnąć bezcenną jakże wiedzę ze wszystkich dziedzin nauki. Ja wciskam słownictwo, gramatykę i umiejętność spontanicznego posługiwania się językiem. Bezwzględnie. Z konsekwencją, uporem i systematycznością, której prawdziwy Niemiec z dziada pradziada by się nie powstydził. Ze słowiańskim uśmiechem na buzi to robię.

A wolny czas spędzamy na takich wymyślonych przez mędrców zabawach:

1. Puzzle ze zwierzątkami.
Mamy kilka zestawów, bo córka je uwielbia. Oczywistością jest, że dzięki temu Kasia poznaje nazwy zwierząt. Ale przy okazji układania i dopasowywania uczymy się (choć ja już wiedziałam wcześniej), że tygrys to kotek w paski, a kotek w kropki to lampart. Zadaję małej do znudzenia pytania typu: „was passt zusammen?”, w końcu ona sama zaczyna pytać mnie. Puzzle są dla raczej jednostajne w obsłudze, wymuszają skupienie i konstruktywne rozmowy ciągle o tym samym. A wiadomo, że mądrości w kółko powtarzane pozostają w głowie. Nawet te arcytrudne o szopie praczu.

 

2. Zegar z klockami.
Mamy go od ponad pół roku, na poczatku hit, później jak wszystko się opatrzył. Dopóki był hitem, eksploatowałyśmy go do upadłego. Kopalnia wiedzy o rombach, krzyżykach, elipsach i trapezach. Polecam. Jak się dziecko znudzi, pies zeżre. A przynajmniej mój tak zrobi.

3. Kredki i książeczki do kolorowania.
Cytując klasyka: oczywista oczywistość. Kasia zna nie tylko kolory, ale potrafi sobie ze mną pogawędzić na temat kolorowanego obrazka, wymieniamy również wzajemne uprzejmości: „Bitte den roten Buntstift”, „Danke!”, „Ich brauche jetzt einen gelben”, Wie nett von dir!” i tak bez końca. Wersal na polskiej wsi.

4. Tablica magnetyczna z literkami i cyferkami.
Dostaliśmy to cudo od brata. Kasia zna literki prawie wszystkie. Cyfry póki co jeszcze tak sobie, ale przed osiągnięciem wieku dojrzałego opanuje i tę wiedzę. Dobrą cechą tablicy jest to, że można ją czasem zostawić z dzieckiem sam na sam i mieć trochę spokoju. Jak się odwróci na stronę klasycznie tablicową w zestawie z kredą, nie polecam zostawiania tablicy i dziecka sam na sam. Rysunki (czytaj: mazy i bazgroły) przenoszą się w sposób niekontrolowany na ciało dziecka, ubrania i sprzęty domowe.

5. Lalki, miśki i strzykawki.
Czyli zabawa w doktora. W wersji dla dzieci jest to świetny sposób na poznawanie części ciała i rozmowę o chorobach. Wiadomo, że każdy szanujący się Polak o chorobach wszystko wiedzieć musi. Kasia już nie mówi „Bauch ała”, tylko potrafi powiedzieć: „Ich habe Bauchschmerzen”. Ta umiejętność jest ważna też dla mnie, wiem zawsze, co małej dolega. Oczywiście części ciała są też tematem rozmów przy każdym przebieraniu, ale to każdy głupi rodzic zapewne wie.

6. Piękne okoliczności przyrody.
Nadchodzi wiosna – czas spacerów, rowerów, pluchy lub śnieżycy w maju. Warto przygotować się do rozmów z dzieckiem profesjonalnie. Jak już się brać za temat, to się brać. Mam szczęście grzebać się przez kilka miesięcy w roku we własnym ogródku i raczej wiem co i gdzie mi rośnie lub co nie przetrwało zimy. Mam na myśli nazwy konkretnych gatunków roślin i kwiatków, a nie tylko ogólniki typu: drzewo, kwiatek, trawa. Tak to każdy głupi umie. Nasze dzieci mają umieć więcej! Ja przygotowałam się do chodzenia w kółko domu tak na przykład:
klon – der Ahorn
cis – die Eibe
hortensja – die Hortensie
bluszcz – der Efeu
bażant – der Fasan
kuropatwa – das Rebhuhn
pestycyd – das Pestizid
padlina – der Kadaver
rozrzucanie obornika na sąsiednich polach, co nie pozwala czasem nawet z samochodu wysiąść bez wykręcania gęby: das Miststreuen

7. Przypadki losowe jak na załączonym obrazku.
Ciężko się na nie przygotować leksykalnie, ale podstawowe słownictwo wyrażające emocje nasuwa się spontanicznie. Niestety nie nadaje się ono do użycia podczas konwersacji z małym dzieckiem.

P.S. Żadne zwierzę nie ucierpiało przed, w trakcie ani po wykonaniu tej smutnej fotografii.

 

To było kilka przykładów, mało odkrywczych zresztą. Kiedyś już pisałam o wierszykach – bezcennym środku do celu. Jeśli ktoś zna jeszcze fajną zabawę pomagającą dziecku nauczyć się fajnych słówek, to zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach. Jeśli sprawa jest wyjątkowo tajna, to proszę o taką informację mailem.

Do następnego!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *