Dwujęzyczność w naszym domu,  Świat dziecka

Dziecięce emocje, czyli wielkie tornado w małej głowie.

Dziecięce emocje wzbudzają emocje. Rodzicom ten temat kojarzy się zazwyczaj z rykiem, krzykiem i wymuszaniem. Niespecjalnie zwracamy na nie uwagę, gdy nasze dziecko grzecznie bawi się miśkami, miskami i ciastolinką. Ale gdy ten sam egzemplarz dziecka zaczyna takiego miśka wyrywać z rąk bratu drąc się wniebogłosy, jak taką miską zaczyna napierdzielać o podłogę, wtedy nachodzi nas refleksja: „co jest z moim dzieckiem nie tak?”. Niejedna zatroskana mama biegnie czym prędzej w stronę internetów i na wszelkich stronach wsparcia szuka ratunku i rady innych mam. Co się okazuje? Ano to, że wszyscy mamy te same problemy, dzieci z zasady zachowują się podobnie, a kluczem do sukcesu jest zazwyczaj zrozumienie mechanizmów sterujących dziecięca psychiką.

Nie jest to post o charakterze naukowym, nie jestem psychologiem dziecięcym, w związku z czym nie daję sobie prawa do formułowania naukowych teorii. Post ten piszę jako mama i chcę z wami podzielić się swoim doświadczeniami w kontekście emocji szalejących w moim domu. A w domu szaleją emocje zarówno moje, jak i mojej córki. Uważam, że aby wychować zdrowe na umyśle dziecko, należy przede wszystkim być samemu zdrowym na umyśle. Utrzymanie stanu umysłowego sprzed zostania rodzicem jest nie lada wyzwaniem. Nawet rodzic jest tylko człowiekiem, i chociaż widzi przed sobą dziecko, które kocha nad życie, czynności wykonywane przez to dziecko i hałas temu towarzyszący sprawiają, że ma ochotę je czasem zabić.

Jak więc radze sobie ze swoimi emocjami?

1. Po pierwsze: zauważyłam, że po urodzeniu dziecka natura wyposażyła mnie w jakieś nadludzkie pokłady cierpliwości. Wykorzystuję to do walki z dzieckiem. Gdy moja 2,5 letnia córka próbuje mnie szantażować wrzaskiem, udając że płacze (to udawanie widać jak nic), siadam na podłodze, aby mieć jej rozdartą gębę na wysokości swojej i podtrzymywać kontakt wzrokowy. I czekam. Ona wrzeszczy, ja się gapię. Ona piszczy mi do ucha, ja siedzę i czasami tylko spytam, czy już skończyła. Moje pytanie często prowokuje jeszcze głośniejszy wrzask, ale zazwyczaj po kilku minutach takiego teatru, dziecko w sekundę przestaje beczeć. Jakby ktoś prąd odciął. Ona rozumie, że nie wymusi na mnie tego, czy tamtego, ja odzyskuję swoją królewnę. Wycieramy spłakaną buzię, przytulamy, tłumaczymy, że tak nie wolno i żyjemy dalej. Mój laryngolog jest w kwestii mojego słuchu niestety bezradny. Poleca dobry aparat z firmy, która mu ufundowała egzotyczne wakacje.

2. Ignoruję dziecko, kiedy widzę, że chce mnie sprawdzić. Klasyka. Wkłada gdzieś paluchy, gdzie nie powinna i patrzy, czy widzę. Pewnie, że widzę. Ale udaję, że nie. Jeśli moja córka nie ma widowni, którą mogłaby manipulować i zwracać na siebie uwagę, odpuszcza. Ta metoda nie ma oczywiście zastosowania, gdy maluch naraża się na niebezpieczeństwo. Wtedy biegniemy na złamanie karku, bo wsuwka do włosów w kontakcie nie wróży dobrego popołudnia.

3. Jak mnie już nerw bierze taki, że zaraz złapię to dziecko i potelepię, wychodzę na chwilę do drugiego pokoju ochłonąć. Kilka chwil wystarczy, żeby przypomnieć sobie, że dziecko w tym wieku takie jest, że nie umie swoimi emocjami jeszcze zarządzać i że jest moim ukochanym nad wszystko dzieckiem. Czasem maluch utrudnia takie opanowanie się, bo potrafi tak łazić za mną wszędzie z umazaną buzią, żebym czasem nie zapomniała, że płacze. Ale można przez chwilę na to nie patrzeć.

4. Mam odskocznię od bycia mamą. To sprawia, że odpoczywam psychicznie. Ta odskocznia to żłobek, a niedługo przedszkole (co jest trochę niesprawiedliwe, bo w żłobku moja córcia to aniołek), to moja praca, zainteresowania, myślenie, co nowego posadzić w ogródku. To moje psy, które cieszą się jak głupie z byle czego. To grono przyjaciół, z którymi kiedyś się nie rozstawałam, ale odkąd kilkoro z nas dorobiło się potomstwa, spotykamy się rzadziej. Ale świadomość, że jest ktoś do pogadania, jest wzmacniająca.

5. Starym dobrym polskim obyczajem cieszę się, gdy widzę obce dzieci dręczące swych rodziców. Co mi to daje? Ulgę! Inni też mają przerąbane! Yeaaah! Dlatego nie dam sobie nikomu wmówić, że jestem złą mamą, mam naoczne potwierdzenie, że mojemu dziecku nic nie dolega oprócz dzieciństwa.

Jak radzę sobie z emocjami mojego dziecka?

Do pewnego momentu życia naszych dzieci, skupiamy się raczej na reagowaniu na ich niepożądane zachowania. Aby odpowiednio zareagować, musimy zrozumieć, dlaczego maluch zachowuje się tak, a nie inaczej. To był temat mojego wcześniejszego postu dotyczącego wiele lat trwającego buntu dwulatka (TUTAJ do poczytania). Musimy pojąć, co w zachowaniu dziecka jest normą, a co nie. Niepożądane emocje, a co za tym, idzie – niepożądane zachowanie, mają kilka przyczyn.

1. Normalny stan zwany fachowo „dzieciństwem”.
2. Atmosfera w domu, relacje z rodzicami i wzajemne relacje rodziców.
3. Chwilowe zawirowania w domu: przeprowadzki, wizyty gości, pojawienie się rodzeństwa, psa, pójście do żłobka, przedszkola itp.
4. Zaburzenia rozwojowe spowodowane dysfunkcją lub chorobą.

Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, czy nasze dziecko rozwija się prawidłowo, skontaktujmy się z lekarzem. Tutaj żaden blog nie pomoże.

W pewnym wieku dzieci są już na tyle mądre, że same potrafią emocje nazywać i odpowiednio na nie reagować (albo tylko nazywać, co już jest ogromnym skokiem rozwojowym). Moja córka opanowała tę sztukę, gdy skończyła 2 lata. Często oglądamy sobie razem bajeczki i je komentujemy. Z tych rozmów między innymi wie, że ktoś jest smutny, bo coś zgubił, albo się cieszy, bo znalazł. No i kiedyś właśnie po tym, jak jej zabroniłam bawić się wodą z psiej miski (to przedmiot naszych walk codziennych), powiedziała, że jest smutna. Patrzę: faktycznie jest. Ciągle powtarza, że któraś z jej lalek jest smutna i płacze i trzeba przytulić, albo że jest szczęśliwa i się śmieje, albo że pszczółki na kwiatkach są zadowolone, bo zbierają nektar, tak jak w piosence.

Od tej pory rozmawiam z nią o emocjach, bo wiem, że jest w stanie taką rozmowę zrozumieć. Gdy mówię, że jestem smutna, bo Kasia rozrzuca klocki, wtedy przybiega, obejmuje mnie za szyję i daje buziaka. Klocków oczywiście zazwyczaj nie sprząta. Ale uważam, że takie zachowanie to przełom. Dlatego postanowiłam uczyć moją córeczkę rozpoznawania emocji swoich i innych oraz reagowania na nie. Wymyśliłam prostą zabawę zainspirowaną ulubionymi piosenkami mojej córki. Piosenki są łatwe, a przede wszystkim można je do woli modyfikować. Za bazę służy nam utwór „Daddy finger” powszechny w sieci w różnych wersjach językowych i odsłonach, mniej lub bardziej głupawych. My jako rodzina dwujęzyczna, śpiewamy po niemiecku, ostatnio też po angielsku, bo mała tak lubi, więc czemu nie.

Zabawa wygląda tak:
1. Na lizaki nakleiłam emotikonki. Lizaki są ważne, bo to one są częstymi bohaterami piosenki i córka ma wrażenie, że bierze udział w jakimś większym międzynarodowym projekcie. Buźki przedstawiają siedem głównych emocji: złość, radość, zdziwienie, smutek, strach, obrzydzenie i miłość.
2. Śpiewamy na melodię „Daddy finger”, córka trzyma lizaki. Zabieram jej jeden lizak, przedstawiający np. smutek i śpiewamy o tym lizaku. W niemieckiej wersji brzmi to tak:
– „Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?” (czyli: Papa Finger, co słychać)
– „Ich bin traurig, ich bin traurig, was machen wir?“ (Jestem smutny, co robimy?)
I wspólnie: „Wir trösten und umarmen!” Wtedy się obejmujemy i głaskamy po główkach.

Ponieważ córka piosenkę uwielbia, w zabawę idzie jak w dym. Czas wieczorem jakoś leci, można dziecko wyciszyć przed snem i co najważniejsze, dziecko uczy się rozmawiać o tym, jak się czuje, jak się czują inni i jak reagować. Polecam wszystkim rodzicom. Dla rodziców niemieckojęzycznych przygotowałam cały tekst piosenki, prawa autorskie niezastrzeżone.

Smutek (e Traurigkeit)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Ich bin traurig, ich bin traurig, was machen wir?
Wir trösten und umarmen!

Radość, szczęście (e Freude, s Glück)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Ich bin glücklich, ich bin glücklich, was machen wir?
Wir lachen!

Zdziwienie (e Verwunderung)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Ich staune, ich staune, was machen wir?
Wir machen große Augen!

Strach (e Angst)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Ich hab´Angst, ich hab´Angst, was machen wir?
Wir laufen weg und verstecken!

Złość (r Ärger)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Ich bin böse, ich bin böse, was machen wir?
Wir ziehen die Stirn kraus!

Obrzydzenie (r Ekel)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Es ist eklig, es ist eklig, was machen wir?
Wir strecken die Zunge heraus!

Miłość (e Liebe)
Papa Finger, Papa Finger, wie geht’s dir?
Ich lieb´dich, Ich lieb´dich , was machen wir?
Wir küssen!

Naklejek i lizaków radzę przygotować więcej, bo szybko się zużywają. Natomiast polecam wszystkim fantastyczny film wytwórni Pixar o dziewczynce, w głowie której hulają emocje, aż huczy. Film jest genialny, wesoły, mądry i do obejrzenia koniecznie. Tytuł: „W głowie się nie mieści”.

Dla zainteresowanych mam też krótki filmik z inną wersją piosenki o paluszkach, po angielsku tym razem, również w wykonaniu mojej córki. Świetna nauka języka dla malucha.

 

Pozdrawiam!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

13 komentarzy

  • Ania

    Dziękuję za ciekawy artykuł! Bardzo podoba mi się Twoje podejście do wychowania☺. Całkowicie się zgadzam z tym, co piszesz: nazywanie uczuć jest niezbędne, żeby dziecko mogło zrozumieć własne reakcje i nauczyć się je opanowywać. My robimy podobnie (mój synek ma 6 lat): w razie awantury próbujemy zrozumieć, jaka potrzeba nie została zaspokojona i kiedy już można przytulamy się. Od razu przechodzi.
    Co do rozpoznawania emocji: rysujemy je, to znaczy: głowy ludzików, które są smutne, szczęśliwe, wściekle, zaskoczone etc. w zależności od sytuacji, która właśnie miała miejsce☺. Serdecznie pozdrawiam!

  • rodzicewsieci.pl

    Mamy w domu trzy księżniczki i burza emocji jest u nas codziennie niewiarygodna 🙂 Ale czy to dotyczy dziecka czy nas, dorosłych warto pracować nad emocjami i sposobem ich wyrażania choć czasami te naturalne, nieokiełznane są najlepsze 🙂

  • Aleksandra Załęska

    Akceptuję emocje syna, pomagam mu się z nim uporać i tłumacze, dużo tłumaczę, rozmawiamy o.tym, co się stało, co jest nie tak. I to pomaga, pomaga mu się uspokoić, bo wie że klnie jestem zła, bo on wpadł w złość, ale wie że przy nim jestem

  • Kasia

    Bardzo wartościowy wpis! Pamiętam, że ja zawsze miałam problem z radzeniem sobie z emocjami, a później, już jako mama, też nie zawsze radziłam sobie z rozmowami na ten temat z moim dzieckiem.

  • Monika Dawidowicz

    Dla mnie najtrudniejszą i jednocześnie najciekawszą rzeczą w tym całym ogarnianiu emocji dziecka jest dynamika rozwoju emocjonalnego małego człowieka. Kiedy wydaje mi się, że już wiem, umiem , mam strategię, to nagle u moich dzieci wszystko się zmienia o 180 stopni i wszystkiego musimy wzajemnie uczyć się na nowo 🙂

  • Natalia

    ja staram się podchodzić do wszystkiego zdroworozsądkowo i już nauczyłam się kiedy moje dziecko płacze bo go coś boli a kiedy próbuje zagrać na moich emocjach. W tym drugim wypadku działa u nas metoda ” wypłakania się”

  • Aneta S.

    Ja ostatnio mam duży problem z emocjami nie tylko dzieci, ale przede wszystkim swoimi. A niestety im bardziej ja jestem zdenerwowana, tym bardziej moje dzieci pokazują negatywne emocje. Ciężko sobie z tym poradzić i przekonuję się,że naprawdę odskocznia jest ważna, ja niestety ostatnio jestem z dziećmi 24 godziny na dobę i czuję,że naprawdę potrzebuję już przestrzeni dla siebie.

  • Monika Flok

    Emocje to cięzki temat u dzieci..i nie tylko. Sami nie raz nie możemy sobei z nimi poradzic a co dopiero taki mały cżłwoieczek. Metody widze mamy podobne- najistotniejsze u mnie jest spokój i opanowanie..ale często wychodze do drugiego pokoju bo nie daje rady. świetny pomysł z lizakami- zastosuje.dzięki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *