muzyka, a języki obce
Nauka języków w teorii

Edukacja muzyczna, a nauka języków obcych.

Chodzi za mną od jakiegoś czasu pewna szatańska myśl, która, gdy wyjdzie na jaw przy okazji tego wpisu, przyprawi mojego męża o zawał. Marzy mi się… Ło matko… Ukulele. Gitarka taka. Nie wzięło się to znikąd, jako nastolatka pogrywałam na gitarze i coś z tamtej dziewczyny z gitarą we mnie wciąż drzemie. To określenie w moim przypadku jest oczywiście niczym innym, jak przedstawieniem samej siebie w lepszym świetle, gdyż moje gitarowe osiągnięcia są marnością nad marnościami. Była pasja, był zapał, mama zgrzytała zębami i przeklinała te pasję, ale to szarpanie strun nigdy nie zmieniło swej formy na lepsze i pozostało szarpaniem strun.

No więc ukulele. Gitarka, która w zamyśle ma: oczarować moją córkę i wyzwolić w niej pragnienie grania na czymś innym niż „cymbałen” i metalowy kosz na śmieci, a mi ma dać okazję do gitarowego come backu. Gitarę z tamtych czasów wciąż mam na strychu, zdezelowana bo zdezelowana, ale jest. A ponieważ „oczekiwania vs. rzeczywistość” to genialny temat wielu memów, nie wykluczam, że mój plan skończy się kupieniem ukulele, wyrywaniem go sobie z rąk, rykiem, krzykiem, płaczem (moim), a próba wspólnego muzykowania nigdy nie przejdzie do etapu nauki chwytów i melodyjek. Myślę więc nadal, czy to ma sens.

Kto zdzierżył ten przydługi wstęp, tego informuję, że tematem właściwym wpisu jest rola muzyki w nauce języków obcych. I nie mam na myśli jedynie uczenia się słówek z obcojęzycznych piosenek dla dzieci. Nie, nie, tekst będzie bardziej ambitny.

Nie jestem wykształconym muzykiem, ale muzyka, śpiew i gra na instrumentach to całe moje życie. Na własnej skórze do tej pory przekonuję się, jak wiele korzyści (również językowych) dało mi moje zupełnie amatorskie muzykowanie. Dlatego bardzo zależy mi na edukacji muzycznej mojej córki, do czego również postaram się was zachęcić.

muzyka, a języki obce

Jakie znaczenie ma muzyka w nauce języków obcych?

Muzyka jest pierwszym krokiem w rozwoju mowy w ogóle.

Jak to? A tak, że pierwsze dźwięki wydawane przez noworodki i później niemowlęta to płacz, pojedyncze dźwięki o różnych wysokościach, kombinacjach i natężeniu, zabawa własnym aparatem mowy i poznawanie własnych możliwości artykulacji dźwięku. Pierwsza „piosenka” śpiewana przez moją córkę brzmiała „aaaaaa-ba-baaaa”, przy czym stosowała do tych zaśpiewów tę samą melodię złożoną z dwóch dźwięków. Spodobało się jej bardzo, a ja to zapamiętałam tylko dlatego, że tym utworem budziła mnie co rano o nieludzkiej porze.

Słuchanie muzyki przez dziecko (nawet w okresie prenatalnym) wzmacnia wrażliwość na dźwięki.

Wielu dorosłych nie rozróżnia pomiędzy całymi wartościami nut z popularnej gamy C-dur, którą znamy ze szkoły. Nie mówiąc już o półtonach. I nie chodzi o to, że nie potrafią tych dźwięków odtworzyć. Oni tych różnic po prostu nie słyszą. Niemowlę potrafi natomiast nie tylko odróżnić dźwięki położone niezwykle blisko siebie, potrafi je również odtworzyć, gdy tylko aparat mowy staje się odpowiednio rozwinięty, a dźwięki te są stale obecne w otoczeniu dziecka.

A dźwięk jest przecież podstawowym elementem mowy. Na wypowiadane słowa składają się m.in. się wysokość, czas trwania oraz akcentowanie konkretnego dźwięku. Dlatego dzieci są w stanie nauczyć się każdego, nawet najtrudniejszego fonetycznie języka, z którym ma styczność. Dźwięki, z którymi nie ma kontaktu (czyli np. te występujące w językach, które nie są w otoczeniu dziecka obecne) zostają z czasem „zapomniane”. Mózg ignoruje to, co nie jest mu potrzebne. Dlatego tak trudno później niektórym uczyć się „ładnej” wymowy w języku obcym. Niektórzy nie słyszą pewnych głosek i zastępują je podobnymi z własnego języka. Znane niemieckie „umlauty”, francuskie „przydechy” (to moje określenie tego zjawiska) po spółgłoskach na końcu wyrazu, angielskie „the” czy „think” (ilu z was mówi „de” i „fink”?) są dla wielu niesłyszalne i niewyuczalne.

Dlatego bardzo ważne jest, by w otoczeniu dziecka zawsze była obecna muzyka, co najważniejsze: różnorodna. Nie tylko piosenki dla dzieci, również muzyka dla dorosłych. To da dziecku możliwość osłuchania się z różnymi harmoniami i rytmami.

W edukacji muzycznej bardzo ważne (bardzo, bardzo) jest aktywne wykonywanie muzyki. W jakiejkolwiek formie, czy to śpiew, taniec, czy gra na instrumentach, wszystko to jest ogromną wartością w nauce języków.

muzyka, a języki obce

 

Jakie znaczenie dla nauki języka ma aktywne wykonywanie muzyki?

Łatwiej w obcym języku śpiewać, niż mówić.

Doświadczyłam na sobie. Tekst śpiewany jest jakiś „łatwiejszy” w artykulacji, niż mówiony. Śpiewam z dużo lepszym akcentem, niż gdy mówię, serio! Częste śpiewanie piosenek obcojęzycznych ćwiczy aparat mowy i z czasem łatwiej jest „ładnie” mówić.

Angażując wszystkie zmysły w tworzenie muzyki (śpiew, klaskanie, taniec, zabawa, bębnienie w kuchenne gary) tworzymy kontekst i sieć skojarzeń dla śpiewanego tekstu, co pomaga tekst zapamiętać.

Zorganizowana aktywność muzyczna pomaga zyskać pewność siebie i pozbyć się zahamowań.

Mam na myśli wszelkie występy na scenie. Czyli: chóry i zespoły dziecięce, przedstawienia przedszkolne i takie tam podobne. Podam znowu przykład z własnego podwórka. Zarówno ja, jak i moja córka jesteśmy z natury dzikusami, moja córka nawet bardziej. Ale kilkanaście lat koncertowania z moim chórem cerkiewnym dodało mi odwagi, swobody i świadomości własnego ciała. Nie mówiąc już o tym, że jako członkini chóru prawosławnego miałam okazję śpiewać w wielu językach krajów prawosławnych: po rosyjsku, białorusku, ukraińsku, staro-cerkiewno-słowiańsku, bułgarsku, serbsku, łemkowsku i grecku. Praca na tych tekstach to była dla mnie bezcenna lekcja języków, skojarzeń, etymologii słów. Łeb mam nabity mądrością wszechświata.

Wypowiadając się publicznie nie czuję się skrępowana, nie mam oporów w mówieniu w językach obcych, nie paraliżuje mnie możliwość błędnych wypowiedzi. Mówię, co mam powiedzieć i tyle. Wygłupy z dzieckiem, robienie min, machanie łapami – wszystko to jest naturalne i o ile kondycja mojego podstarzałego ciała mi pozwala, dostosowuję się w zabawach do poziomu dziecka.

Moja nieśmiała córka za to, z podniesioną głową i pewnością siebie wychodzi przed zebranych w przedszkolnej sali rodziców i śpiewa (po angielsku też) i tańczy i jest w tym zupełnie swobodna. To było dla mnie chyba największe zaskoczenie w jej karierze przedszkolnej. Byłam pewna, że się rozbeczy i nawet nie wyjdzie z innymi dziećmi. Beczały inne, ona nigdy. Gdy tańczy, tańczy całą sobą. Na scenie i poza nią. Mam nadzieję, że aktywne tworzenie muzyki również i jej pomoże zyskać pewność siebie. A pewność siebie bardzo, ale to bardzo pomaga w swobodnym mówieniu w języku obcym. Brak blokad, brak strachu, zawstydzenie na bok – i o to chodzi.

Ten artykuł to tak naprawdę wstęp do ogromnej mądrości i wiedzy na temat związku edukacji muzycznej z nauką języków. Chodziło mi najbardziej o zachęcenie was i do zgłębiania tematu i do samego muzykowania z waszymi dziećmi. Poniższe linki zaprowadzą was do kompetentnych osób z dużym praktycznym doświadczeniem w temacie. Znajdziecie tam informacje praktyczne, odnośniki do wartościowych materiałów muzycznych dla was i waszych dzieci oraz trochę przydatnej teorii z zakresu wychowania muzycznego.

Power Of Melody
Madame Polyglot
Egaga

A już na koniec, dla najbardziej lojalnych gości, wrzucam link do naszego chóralnego występu na koncercie kolęd prawosławnych w Terespolu. Międzynarodowym! 🙂 Wieki temu, jeszcze przed wydaniem na świat potomstwa. Spokojnie, to tylko kilka minut. Buwajte zdarowi!

Uwaga! Jedziemy z kolędą!

 

 

Jeśli ten artykuł jest według ciebie interesujący, przydatny lub inspirujący, proszę o polubienie mojego profilu FB i przekazanie dalej. Pozwoli mi to dotrzeć do większej liczby osób takich jak ty i ja. Dziękuję serdecznie!
Please follow and like us:
FACEBOOK
Instagram

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *