Świat dziecka

Akcesoria dla dzieci – jak je kupować, żeby nie żałować.

Sprzęty i gadżety niezbędne do pracy przy małym dziecku pojawiają się w domu prawie zawsze jeszcze przed jego przyjściem na świat. Tkwi w tym jakiś pierwotny instynkt zapobiegawczości lub zwykła radość oczekiwania na najpiękniejszą przygodę życia, jaką jest rodzicielstwo. Przypomina mi się w tym miejscu autentyczna historia pewnego wiejskiego mędrca, który skuszony jakąś niezwykłą promocją kupił sobie trumnę, aby temat mieć już załatwiony. Nie wiem, czy również i w tym wypadku był to ten sam pierwotny instynkt zapobiegawczości, czy też oczekiwanie na najpiękniejszą przygodę, już nie życia, ale po życiu tym razem. Mędrzec trumnę swą przeżył, gdyż po wielu latach składowania tej niezwykłej skrzyni w stodole, skrzynia się rozpadła.

Wracając jednak do tematów bardziej radosnych, chciałabym stworzyć tu skrócony przewodnik po sprzętach, gadżetach i zabawkach, które do tej pory uważam za niezbędne lub których w życiu bym już nie kupiła. Bazuję oczywiście jak zawsze w moich historiach na własnych spostrzeżeniach. To, co mi wydaje się zbędne, innym może wydawać się użyteczne. Post ten kieruję do niezdecydowanych, przeczytajcie uważnie i sami rozważcie, na co wydać wasze ostatnie pieniądze.

Wózek

Jest to rzecz najbardziej oczywista na świecie. Problemem jest zazwyczaj wybór odpowiedniego wózka za rozsądne pieniądze. Głównym kryterium wyboru oprócz ceny, powinna być kwestia warunków, w jakich wózek będzie używany. Jeśli maluch ma być wożony głównie po miejskich chodnikach i parkowych alejkach, sprawdzi się w zasadzie każdy wózek. U nas warunki do spacerów są raczej terenowe. Wokół mamy wiejskie drogi, kamieniste, nierówne, z górki i pod górkę. Potrzebowaliśmy wózka z dużymi solidnymi kołami, najlepiej trzema. Wózki wielofunkcyjne odrzuciliśmy od razu. Ich wadą jest zazwyczaj duża waga, co przy chęci spakowania go do bagażnika, ma duże znaczenie. Postanowiliśmy również nie kupować gondoli, bo przydaje się na krótko, później i tak trzeba zaopatrzyć się w spacerówkę, która posłuży już dużo dłużej.

Nasz wybór padł na wózek Valco Baby 3. Zalety: lekki, składa się łatwo tworząc łatwą do poniesienia torbę, można go prawie na płasko rozłożyć i transportować w nim nawet bardzo małe niemowlę. Sprawdziliśmy, niemowlę nie wypada z wózka nawet przy potrząsaniu. Prowadzi się go lekko, jest niesamowicie zwrotny, a przy jeździe po asfalcie, nawet się nie zauważa, że w ogóle pcha się jakiś wózek. Rewelacja. Polecam każdemu. Wadą tego wózka jest jego kolorystyka. Dostępne są jedynie wózki czorne jak wrony. Jedynym akcentem kolorystycznym są budki, ale mieliśmy pecha i do wyboru mieliśmy jedynie budkę równie czorną, co reszta pojazdu. Ponury to widok. Przy tym wózku nawet wrony wydają się rajskimi ptakami. Oczywiście po zainstalowaniu w wózku na kolorowo ubranego dziecka, można się łudzić, że wszystko jest w porządku. Więc się łudzimy do dzisiaj. Ogólnie: wielki pozytyw.

Nosideko

Sprawdza się wszędzie tam, gdzie nie można wparować z wózkiem oraz jeśli chce się mieć wolne ręce. Dzięki nosidełku odzyskałam swoje życie i wyruszyłam samodzielnie po przygodę. Narzucałam sobie córę na brzuch i mogłam już robić, co tylko chciałam. Zakupy, spacer z psem na smyczy, wizyty w urzędach, pokonywanie stromych schodów – super wygodna sprawa, maluch tuż przy twarzy, to i pogadać jest z kim. Wózek to zawsze jednak gabaryt, który trzeba pchać, wnosić i znosić. Często razem z dzieckiem w środku. Nosidełko służyło nam przez wiele miesięcy. Jedna tylko rada dla mam: warto sprawić sobie jakąś małą torebkę do trzymania w ręce, bo mając na sobie nosidełko trudno jeszcze przewiesić przez siebie torbę na pasku.

Bujaczek – leżaczek

Fajna sprawa, tylko te melodyjki ryczą i wkurzają. Mieliśmy wersję z potwornym fałszem, zęby od tego bolały, więc bujanie odbywało się w towarzystwie dźwięków kuchennych, psich, kocich i moich. Kasia lubiła w bujaczku drzemać za dnia, a ja miałam możliwość odłożenia jej chociaż na trochę, jak trzeba było mięcho na kotlety wyklepać. Bujaczek zakończył swoją karierę w dniu, w którym Kasia niespodziewanie podniosła się, żeby sobie dotknąć stopy. W ostatniej chwili udało się ją złapać, inaczej chyba rozbiłaby sobie dynię o podłogę.

 

Krzesełko do karmienia

Wielofunkcyjne krzesełka, z których można zrobić też stolik, krzesło, nosidełko i maszynkę do mięsa omijam szerokim łukiem. Zazwyczaj okazuje się wtedy, że taki sprzęt żadnej z tych funkcji nie spełnia dobrze. Ważne, żeby takie krzesełko miało regulację wysokości, nachylenia oparcia i wysunięcia stolika, oraz pasy. To wszystko. Większość krzesełek te cechy posiada, więc jest w czym wybierać. Nasze „jednofunkcyjne” krzesełko i tak spełniało u nas wiele funkcji pobocznych: można było córkę spętać na okoliczność prac domowych i gadania z mamą przez telefon, można było być zawsze w zasięgu wzroku (czego moja córka jako niemowlę wymagała bezwzględnie), szczególnie na okoliczność korzystania z toalety. Można było postawić wtedy takie krzesełko z dzieckiem w drzwiach łazienki i delektować się brakiem prywatności i utratą godności osobistej bez wrzasków i płaczu dziecka za drzwiami. Ona sama robi w pieluchę co chce i kiedy chce (przynajmniej ostatnio, kiedyś i z tym był kłopot, więcej o tym TUTAJ), nikt jej nie przeszkadza, ale matkę to już można sponiewierać… Temat – rzeka.

Stolik i krzesełko do czynności wszelkich

Gdy nadszedł ten etap, kupiliśmy solidny metalowo – plastikowo – drewniany zestaw, regulowany, więc rośnie wraz z dzieckiem. Krzesełko jest solidne i super stabilne, wytrzyma nacisk nawet najbardziej spasionego dzieciaka. Mi osobiście służy też jako stołek przy obieraniu ziemniaków. Kto jest zainteresowany, odsyłam tutaj.

 

 

Chodzik i pchacz

Jak mnie poinformował internet, chodzik to temat okrutnie kontrowersyjny. Potencjalne szkody, jakie chodziki wywołują u dzieci (skrzywienia, wywinięcia, wykręcenia, wzmacnianie nieprawidłowego schematu chodzenia i inne spustoszenia w ludzkim ciele dokonywane) odstraszają wielu rodziców od tego sprzętu. Ja osobiście jestem fanem. W pewnym momencie moje dziecko było już tak ruchliwe i nieznośne, że utrzymanie go na rękach i pilnowanie, żeby sobie nie zrobiło krzywdy jakiejś, doprowadzało nas do obłędu. Kasia nie była w stanie minuty wytrzymać w jednej pozycji, kręciła się, wyginała, wspinała na nas, kładła się, wstawała i tak non stop. Kupiliśmy więc chodzik, używany, ale sprawny. Największą jego zaletą było to, że przywrócił spokój naszemu domowi. W chodziku dziecko mogło się wreszcie wyszaleć, ja mogłam spokojnie zjeść kanapkę i wypić herbatkę. Oczywiście nie jest to sprzęt do użytku na długie godziny. Raczej jako dobra zabawa na kilkanaście minut. Jeśli ktoś chce kupić, to doradzam taki bez krzyków, melodyjek i zajobów świetlnych. Maluch i tak zajmuje się tylko bieganiem, na te wszystkie dodatki i tak nie zwraca uwagi.

Kolejnym etapem był pchacz, również bardzo pożyteczna rzecz u nas. Kasia go po prostu uwielbiała. Biegała po domu wywijając nim na wszystkie strony.

 

Mata do leżenia z bajerami

Może być, nie musi, my dostaliśmy w prezencie i nam się podobała. Ale jeszcze lepiej sprawdziła się stara wełniana kołdra złożona na pół, na której nasza malutka mogła siedzieć, leżeć i się bawić. Amortyzowała upadki, gdy Kasia z siadu nieraz gwizdnęła na bok uderzając głową o podłogę.

A co okazało się stratą pieniędzy:

Rogal do karmienia piersią

Krótko: olbrzymi, nieporęczny, niewygodny, jak się owinęłam rogalem, to nie mogłam dosięgnąć córki, żeby ją wziąć na ręce do karmienia. Porażka. Wygląda dobrze tylko na zdjęciach. Nie przydał się też do niczego innego. Przy karmieniu córki potrzebowałam jedynie wygodnie usiąść i podłożyć pod malucha jakąś zwykłą poduszkę.

Podgrzewacz do butelek i słoiczków

Użyty przeze mnie chyba kilka razy. Kasia i tak lubiła tylko mleko o UŁAMEK stopnia cieplejsze od temperatury pokojowej. Czekanie, aż się zestaw odpowiednio zagrzeje było ponad moje siły. Dopiero zaczynałam być matką i dodatkowy nerw nie był mi potrzebny.

Gryzaki – smoczki dla niemowląt do jedzenia owoców

Chodzi o to, żeby dzieci nie zaksztusiły się kawałkami owoców, powinny je sobie przez siateczkę mamlać i wysysać. Na Youtube widziałam słodkie maluchy ciamkające jabłuszka z tych smoczków. W moim domu jedyną osobą, która to zrobiła, byłam ja.

 

Kubek 360

W zamyśle ma przyzwyczajać dziecko do normalnego picia i odstawienia butelki. Nie jest to kubek niekapek. No ale tak: Kasia w ogóle nie chciała z niego pić, a gdy kubek upadł na podłogę (i tak sto razy), to soki i herbatki tylko rozbryzgiwały się wokół. Drogi jest do tego jak cholera. Kasia natomiast do tej pory pije chętnie z butelki. Na szczęście pije też z normalnych kubków i szklanek, z talerzy, ze stołu, z psich misek, z podłogi i z wiaderka. Mam powód, by być dumną matką.

 

Świecące, wrzeszczące i hulające zabawki

Mają być cennym bodźcem dla dzieci, wspierającym ich rozwój i pobudzający zmysły. Dostaliśmy w prezencie taki bodziec. Plastikowa ciężka kula, która sama turlała się po podłodze, bełkotała niezrozumiale piosenki i darła ryj, żeby razem z nią liczyć albo śpiewać, albo zgadywać jakieś durne zgadywanki. Razem z nią wył pies, a my wyliśmy z rozpaczy i rozdrażnienia. Na szczęście nasze dziecko nie uległo szantażom tej kretyńskiej kuli. Schowaliśmy ten koszmar gdzieś w czeluściach szuflad. Do pobudzania sensorycznego proponuję podstawić dziecku prawdziwego kota do pogłaskania, drewnianą łyżkę, miśka, albo książeczkę, czyli klasyki sprzed lat. Trzeba dziecko miziać, dawać buziaczki, łaskotać, śpiewać, tulić i robić samoloty – to zalecam.

Powyższy wpis jest rezultatem moich spostrzeżeń i doświadczeń przeprowadzanych na moim dziecku. Każdemu coś się sprawdza, lub nie. Korzystajcie z moich rad i kupujcie, co wam tam serce podpowiada. Klasycznie proszę o rady i wskazówki z własnego podwórka. A jeśli istnieje coś, przed czym koniecznie musicie ostrzec, to ostrzegajcie!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

6 komentarzy

  • Monika Flok

    Z tych wszystkich rzeczy które odpisałaś mialam wszystko dla dziewczynek-i to podstawa..no może zabawki inne ale to samo zadanie spełniały.Wózek lekki i mały to u mnie była podstawa.

  • Kasia

    Mój syn miał chodzik i z perspektywy czasu drugi raz już bym tego błędu nie popełniła. Raz, że młody zrobił sobie w chodziku krzywdę, a dwa – do dziś ma problem ze stopami i winny temu jest najprawdopodobniej chodzik.

    • MatkaGagatka

      Dzięki za wszystkie komentarze. Spodziewałam się, że jeśli jakieś się pojawią, to będą dotyczyć właśnie chodzika. Lekarzem, ani fizjoterapeutą nie jestem. Ale co mnie do chodzika przekonuje: gdyby chodziki były naprawdę przyczyną poważnych problemów u dzieci, z pewnością nie byłyby dopuszczone na rynek europejski. Każda głupota przeznaczona dla dzieci musi spełniać tysiące norm i przejść tysiące testów bezpieczeństwa. Tutaj akurat mogę się wypowiedzieć, bo zawodowo mam z tematem do czynienia. Nie mam powodu, by nie wierzyć fizjoterapeutom. Ja po prostu nie bardzo wierzę rodzicom. Chodzik nie służy do przetrzymywania w nim dziecka przez cały dzień! A tylko wtedy można dziecku zaszkodzić. Tylko która mama przyzna się lekarzowi, że po miesiącach noszenia dziecka na rękach i biegania za raczkującym maluchem, wreszcie może mieć święty spokój i wstawia dziecko do chodzika na pół dnia. A później jest zaskoczenie, że coś niedobrego się dzieje. Myślę, że problemy ze stópkami to nie wina chodzika. Ale dobrze, że taka dyskusja się wywiązała. Szanuję każdą rozsądną krytykę. Niech w tej kwestii każdy rodzic kieruje się sercem i dobrem dziecka. Pozdrawiam.

  • Karolina / Nasze Bąbelkowo

    U nas już inny etap, teraz musimy zmienić łóżko na większe i kupić jakieś biureczko dla przedszkolaka. Ale w kwestii chodzika akurat wierzę lekarzom i fizjoterapeutom, że to złe rozwiązanie. Moja znajoma fizjo bardzo często opowiada mi, że na rehabilitację do niej trafiają w dużej mierze właśnie dzieci „chodzikowe”.

  • Po prostu MAMA

    Każdy rodzic, chce dla swojego Dziecka kupić jak najlepsze rzeczy. Z większością bym się zgodziła. Do bujaczka przekonać się nie umiem, a chodzików nie uznaję- tu wierzę fizjoterapeutom, z którymi rozmawiałam. Ale to Twoja decyzja, Twój wybór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *