Na luzie

Niech się babcia schowa ze swoim sernikiem, mam tu coś lepszego!

Jakiś czas temu moja koleżanka przyniosła do pracy sernik. Sernik został pożarty w sekundę, ja również miałam to szczęście znaleźć się w grupie pożerających. Serniki uwielbiam ponad wszystko. A ten smakował obłędnie. Mięciutki, naponczowany biszkopcik plus mięciutki wilgotny ser o konsystencji pianki. Orzeźwiający, nie mulący, najlepszy, jaki jadłam ever. Ciacho owo to jej autorski przepis. Muszę dodać, że Mariola jest gwiazdą polskiej blogosfery w branży cukierniczej i takich wynalazków ma na koncie niemało. Niektóre z nich przynosi do testów, za co ją cenimy i chwalimy. A ponieważ jest próżna i lubi być chwalona, donosi nam co rusz kolejne placki.

Jako że ja nie jestem niestety mistrzem cukiernictwa, zanim podam coś gościom na stół, muszę to wcześniej przetestować. Spontaniczne działania kulinarne rzadko wychodzą mi na dobre i nieraz były niestety powodem kompromitacji, postanowiłam więc przed świętami opracować sernikowy warsztat. Miałam uroczy plan skopiować pomysły koleżanek blogerek i piec ciasto razem z moją córką. Miały z tego powstać słodkie foteczki upiększające równie słodki post o wspólnych chwilach mamy z dzieckiem. Dziecko niestety odmówiło współpracy, bo pół dnia plątało się po domu, gdy my instalowaliśmy wannę, a drugie pół dnia szalało w ogródku zmuszając nas do wspólnej zabawy, jako ze pogoda była cudna. Wieczorem wszyscy padliśmy na twarze, nieprzytomni ze zmęczenia, dziecko poszło spać, stary poszedł spać, matka do garów. Tego magicznego wieczoru powstał ON – sernik „Mariola”.

Uwaga, zdradzam sekret!

Biszkopt:
6 jajek
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Ser:
1 kg sera dwukrotnie zmielonego
1 szklanka cukru pudru
1 śnieżka
330 g śmietany 18%
2 galaretki cytrynowe + 2 łyżki żelatyny, to wszystko rozrobione w ½ szklanki wody
cukier waniliowy

Wierzch sernika:
2 galaretki brzoskwiniowe rozrobione w ¾ litra wody
brzoskwinie w puszce (1 – 2 połówki)

Poncz do biszkopta:
½ szklanki wody
kilka kropli aromatu cytrynowego lub pomarańczowego

Wykonanie nie jest trudne, każdy średnio rozgarnięty da sobie radę.

Najpierw sprawdzamy, czy dziecko ma głęboki sen. Potrząsamy nim energicznie kilka razy, jak śpi dalej, można napierdzielać mikserem w kuchni.

Robimy biszkopt:
Białka oddzielamy od żółtek, dodajemy szczyptę soli i miksujemy na sztywno. Dodajemy cukier, miksujemy dalej do uzyskania sztywnej bezy. Dodajemy po jednym żółtku i miksujemy na najniższych obrotach. Następnie wsypujemy po trochę przesianą mąkę z proszkiem. Delikatnie mieszamy. Wylewamy do formy i pieczemy ok. 40 minut w temp. 170-180 stopni. Po wystygnięciu kroimy ciasto na dwa blaty. Jeden blat kroimy na mniejsze kawałki, mogą to być kółka, kwadraty, cokolwiek. Ten blat posłuży nam później do ozdabiania góry sernika, więc desenie są dowolne. Ja pokroiłam go w pasy, następnie w romby.

Podczas, gdy biszkopt się piecze, możemy już przygotowywać obie galaretki. Cytrynowe pójdą do sera, brzoskwiniowe wylejemy na wierzch ciasta.

Czas na znienawidzoną przeze mnie czynność: mielenie sera. Klęłam i kręciłam. Ostatni raz brałam w tym udział 30 lat temu, jak pomagałam mamie w kuchni. W swoim dorosłym życiu piekłam serniki wyłącznie z gotowego seropodobnego tworzywa z wiaderka. Ale Mariolki sernik tak mi posmakował, że złamałam śluby i postanowiłam mleć prawdziwy ser w imię idei.

Więc mielemy. Już po pierwszym mieleniu nie widziałam sensu mielenia po raz drugi. Ser jednomielony wygląda dokładnie tak samo, jak ser dwumielony.

Po zrobieniu tej fotki chyba pomyliłam miski kontynuując mielenie, więc istnieje obawa, że sernik powstał ze zmieszania wersji trójmielonej z jednomieloną. Choć to chyba bez znaczenia…

Odstawiamy ser. Śmietanę miksujemy ze śnieżką, pudrem i cukrem waniliowym. Stopniowo dodajemy ser. U mnie były to dwa stopnie: jeden wrzut i drugi wrzut. Byle szybciej, każdy chce spać. Miksujemy na gładko. Dodajemy po trochu przygotowaną wcześniej galaretkę cytrynową, czekamy, aż masa trochę stężeje.

Nieporąbany blat biszkopta wkładamy do formy i ponczujemy. Lejemy poncz, nie boimy się. Na to wylewamy ser. Na ser kładziemy kawałki z drugiego blatu (również nasączone), lekko je wciskamy. Układamy we wzory razem z pokrojoną brzoskwinią. Wylewamy na to wszystko galaretkę brzoskwiniową. Musi mieć konsystencję rzadkiego kisielu, żeby nie wsiąkła w kawałki biszkopta. Teraz do lodówki i spać.

Rano szukamy frajera, który to wszystko posprząta. Ja już melduję wykonanie zadania.

 

Postawiłam na deseń a la turecki sweter sprzed lat 😀

Na drugi dzień można się jak dzikus rzucać z widelczykiem do wyżerki. Nie ma co bawić się w Wersal. Ten sernik można jeść i jeść, jest świeży i lekki. Cukiernicza pułapka.

Kasia należy raczej do tych ostrożnych i nie zawsze podziela entuzjazm swej matki…

Na koniec jeszcze kilka wskazówek od Marioli:
• biszkopt można upiec 1-2 dni wcześniej, nic mu się nie stanie. I tak się go nasączy, więc nie ma co się bać, że zrobi się beton
• ciasto na biszkopt mieszamy zawsze drewnianą, albo silikonową łyżką. Metalowe łyżki tną delikatne ciasto jak nóż i zmieniają jego strukturę, może przez to stracić puszystość i zrobi się klucha
• jak galaretki stężeją za bardzo, można je lekko podgrzać i mieszając przywrócić im pożądaną konsystencję
• resztki porąbanego blatu biszkoptowego można zetrzeć w rękach i tak przechowywać (tak jak sklepowe ciastka biszkopty). Nawet tydzień, dwa, może dłużej. Później sypiemy te trociny na blachę, na to wylewamy masy, sery, co tam chcemy. Jest to świetny spód do różnych ciast. Ja nie wiedziałam i moje resztki zjadły psiaki i zaprzyjaźnione sroki z krzaków nieopodal
• w przypadku biszkoptu, papier do pieczenia dajemy tylko na spód formy, nie na boki
• ciasta smakują lepiej, gdy zrobi je ktoś inny i da gryza

Mój sernik jest delikatną mutacją oryginalnej mariolkowej wersji. Sernik Marioli uwodzi smakiem i aromatem pomarańczy. Wersję tę znajdziecie TUTAJ na blogu Znów Coś Upiekłam, nazywa się egzotycznie„Orangina”.

Niech się babcie nie obrażają, niech się biorą do roboty 😀

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *