Na luzie

Kto ma pszczoły, ten ma miód. Oraz dużo więcej atrakcji. Cz. 2. i więcej nie będzie.

Część pierwsza TUTAJ

Całą wiosnę pszczółki uwijały się sprawnie i radowały oko. Podczas każdego przeglądu uli widać było, że jest ich coraz więcej, zdrowe i radosne zapełniały plastry nektarem. Wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze w naszej pszczelarskiej przygodzie. Stosowałam polecane przez fora pszczelarskie zabiegi, aby pszczołom było dobrze. Pewnej majowej niedzieli, słonecznej i sielskiej postanowiłam zajrzeć kontrolnie do moich pszczół. W jednym z uli pszczoły wydawały się w nim nie mieścić, siedziały na ściankach i pod daszkiem. Było to niepokojące, coś mi mówiło, że to nie tak powinno być. Okazało się, że to coś miało rację. Kilka godzin później bowiem byliśmy z mężem świadkami czegoś niezwykłego. W pewnym momencie na moich oczach z ula zaczęły wystrzeliwać pszczoły jak z karabinu maszynowego. W sekundzie nad podwórkiem zrobiła się kotłowanina latających jak pociski w różnych kierunkach owadów. Hałas był przy tym tak ogromny, jak na wyścigach motocyklowych. Trwało to kilka minut, po czym czarna zbita i robiąca hałas chmura przeniosła się nad sąsiednią łąkę i tam opadła na ziemię. Korciło mnie trochę, żeby tam pójść, ale miałam opory. To co się wydarzyło, to było wyrojenie się pszczół. Rójka jest naturalnym sposobem mnożenia się i podziału rodzin pszczelich. Dla pszczelarza rzecz bardzo niepożądana, bo traci w ten sposób połowę cennych pszczół z ula, młodych i zdrowych. Dlatego robi się wszystko, by pszczoły się nie roiły. Powinny wszystkie zostać w ulu i dla pszczelarza pracować. Niestety ja z braku wiedzy i doświadczenia nie byłam w stanie zapobiec nastrojowi rojowemu. Stało się po prostu to, co miało się stać.

Już pogodziłam się ze stratą, gdy dwa dni później mąż zawołał mnie do ogrodu. I zobaczyłam to: kulę pszczół wiszącą na krzaku agrestu. Wróciły! Widok był to dla mnie niezwykły.

 

 

Strząsnęliśmy całe to towarzystwo tymczasowo do transportówki, gdzie czekało na własny ul. Od tej pory mieliśmy już trzy ule. To lato obfitowało też w sukcesy, bo udało się tez zebrać trochę miodu dla nas i kilku przyjaciół. To był najlepszy miód, jaki w życiu jadłam.
Pszczoły niestety nie zostały z nami na długo, gdyż… nie przetrwały kolejnej zimowli. Wiosną zastaliśmy puste ule po prostu. Osłupieliśmy. Nasze podejrzenia padły na ptaki lub gryzonie, które zimą lubią w ulach buszować i zimujące pszczoły po prostu wyżerać. Po analizach i szukaniu wskazówek w necie doszliśmy jednak do wniosku, że na skutek błędów pszczelarza prowadzącego, czyli moich, pszczoły nam się po prostu pochorowały. Owady czując, że są chore, wylatują z ula żeby nie zarażać innych i umrzeć gdzieś w terenie. Tak oto wyleciały wszystkie w teren.
Obecnie nie mam już pszczół i na chwilę obecną nie mam planów odbudowania mojej hodowli. Po pierwsze: w międzyczasie urodziła się Kasia, a na małej działce małe dziecko i mała pasieka to raczej słaby pomysł. Nawet nasz pies zaliczył ukąszenie próbując wsadzić nos do wylotka. Ciekawskie dziecko przy ulach to murowana katastrofa. Po drugie: hodowla pszczół jest dość specyficzna, trzeba naprawdę wiedzy i najlepiej kogoś do pomocy, by umieć unikać szkolnych błędów. Internet nie jest źródłem wiedzy wszelakiej i w pewnych sytuacjach nic nie zastąpi żywego człowieka, z którym na miejscu można porozmawiać. Zawsze będę zwolenniczką kontaktów międzyludzkich. Chyba nie czuję się jeszcze na siłach podjęcia się pszczelarskiego wyzwania po raz drugi. I po trzecie: komfort dla sąsiadów. Coraz więcej domów rośnie w pobliżu. Nie każdy ma ochotę na sąsiedztwo uli, a już na pewno nie na rój pszczół wiszący na kominie czy pod parapetem.
Pozostało mi z tej przygody wspomnienie, parę fotek, stylowe kapelusze, cenne doświadczenie i trochę refleksji. Miód mi nie pozostał, zjedliśmy wszystko.

Na koniec jeszcze pamiątkowe zdjęcie z nowo nabytymi pszczołami.

 

 

Pozdrawiam!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *