• piosenki dla dzieci piotr rubik
    Świat dziecka

    Piosenki dla dzieci Piotra Rubika. Klaskać czy nie klaskać?

    Piotr Rubik. Pierwsze skojarzenia? Ktoś coś? Sacro polo, Mandaryna muzyki poważnej (źródła: internet i telewizja), oratoria, psalmy, Golgota, patos, klaskanie, chóry, klaskanie, włosy w sprężynki, włosy prostowane, klaskanie. Mieszkam kilkanaście kilometrów od najpiękniej na świecie położonego amfiteatru Kadzielnia. Tutaj między innymi brzmiały donośne głosy tych chórów, na szczęście na moim podwórku nie było ich słychać. Ta część twórczości Rubika to zdecydowanie nie mój świat. Do samego kompozytora natomiast absolutnie nic nie mam. Nawet pretensji o te chóry i klaskanie. Usiadł, wziął zeszyt do nut, skomponował, uczciwie pieniądze zarobił, podatki mam nadzieję zapłacił, ludziom się spodobało, to i przyszli na koncert posłuchać. Prawo jednostki. Nikt mi jednak nie powie, że Rubik…

  • dwujęzycznośc zamierzona
    Dwujęzyczność w naszym domu

    Jak znajduję czas na wprowadzanie dziecku trzech języków obcych. Przykładowy plan dnia.

    Jak znajduję czas na wielojęzyczność zamierzoną, czyli wprowadzanie dziecku trzech języków obcych? Ci, dla których temat ten jest mało znany, wyobrażają sobie zapewne, że wiąże się to z nieustającym drylem, nauką i wypełnieniem dziecku czasu pod korek. Ci natomiast, którzy temat znają i takie próby podejmują, mają nieraz kłopot z organizacją. Bo jak to wszystko pogodzić, ile czasu poświęcić na dany język, kiedy i w jaki sposób go wprowadzać? Zarówno pytań, jak i rozwiązań jest wiele i nie ma tu jedynej słusznej drogi. Tak naprawdę nie ma tutaj też jakiejś wielkiej filozofii. A już obawy, czy dziecku się „nie pomiesza”, czy będzie rozróżniać języki, czy w tym wszystkim nauczy się…

  • anatomia dla dzieci po niemiecku
    Dwujęzyczność w naszym domu

    Anatomia dla dzieci po niemiecku. Przydatne linki do nauki i zabawy.

    Ten post jest niestety postem wstydu. Już wyjaśniam. Kilka tygodni temu kupiłam kilka anglojęzycznych książeczek dla małej. A ponieważ moje zainteresowania to między innymi nauki przyrodnicze, kupiłam dziecku wspaniałą anatomię z okienkami i bezcenną wiedzą w nich zawartą. Wprawdzie dzieci nie są od tego, żeby spełniać marzenia rodziców o zostaniu naukowcem, ale uważam, że każdy z nas powinien dysponować jakąś przynajmniej ogólną wiedzą przyrodniczą. Dlatego posiadamy lub planujemy posiadać (i dla córki i dla frajdy nas samych) książki, teleskopy, mikroskopy i wszelkie zabawki, zajawki i urządzenia pomagające zdobyć lub utrwalić wiedzę przyrodniczą. Ale do brzegu. No więc, anglojęzyczna książka anatomiczna. Gdy tak sobie ją z córką czytałyśmy i opowiadałyśmy, zdałam…

  • zbyt lekki krem
    Na luzie

    Kupiłaś zbyt lekki krem? Da się go ulepszyć!

    Natura obdarzyła mnie nader delikatną i cienką skórą. Jeśli pomyślałaś, że to przechwałki, to ja mówię: a weź się zamień! W praktyce oznacza to bowiem, że zmarszczki robią się w błyskawicznym tempie w wieku lat siedemnastu, a pod oczami są doły i cienie nie do zaciapania korektorem, bo widać wszystko, co jest pod skórą, która jest nota bene ogromnie podatna na przesuszenie. Takie to błogosławieństwo. Delikatna – dobrze brzmi, źle się z tym żyje. Tylko dystans do siebie, brudne lusterko w łazience i ciemne światło ratują mnie przed przygnębieniem. No i kremy. Lat nie odejmują, urody nie zapewnią, gdy się jej po prostu nie ma, ale pozwalają skórze starzeć się…

  • murzynek z powidłami
    Na luzie

    Tradycyjny murzynek z powidłami. Wilgotny i mooocno kakaowy.

    Pod względem zamiłowania do ciast, jesteśmy z mężem mocno niedobrana parą. Ja uwielbiam wilgotne ciasta tortowe, z nie za słodką masą, ten znowu lubi zwykłe krojone jak kanapki placki. „Żeby się do pracy dało wziąć” – słyszę. Jak tam biorę wszystkie, jak leci, tortowe też się nadają, nawet bardziej, bo można je jeść i jeść i o pracy zapomnieć. Takim ulubionym, najulubieńszym jego ciastem jest murzynek. Nie jakieś murzynkopodobne ciasta, tylko ten „oryginalny”, tradycyjny. To nie mogą być kakaowe biszkopty (zaliczyłam kilka takich, różnica jest ogromna). Klasyczny murzynek w starym wydaniu jest intensywnie kakaowy i wilgotny nawet na drugi dzień. Dłużej u nas nie leży zresztą. Z chęcią dzielę się…

  • rodzina
    Na luzie

    Oddam rodzinę w dobre ręce.

    Jestem kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję. Boję się nocy, bo rano muszę wstać do pracy. Szatański krąg. Macierzyński skończył się, gdy dziecko skończyło rok. Coś się skończyło, coś się zaczęło. Zaczęła się walka w biurze o bycie pożytecznym w obliczu niemożności otworzenia oczu. Koleżanka z dłuższym stażem rodzicielskim pocieszyła: tylko do trzeciego roku tak jest, później te potwory śpią i nie chcą wstawać. Jeszcze się wyśpisz, spokojnie! I teoretycznie prawie miała rację. Prawie. Dlaczego prawie? Ponieważ strzegę domowego ogniska, wokół którego gromadzą się też inne zmory, nie tylko moja 3,5-letnia Córka. Są jeszcze dwa Psy, dwa Sierściuchy i Mąż. Jak ćmy zlatują się po pokarm, świeże majtki…

  • tyłek rośnie poród boli
    Na luzie

    Dlaczego poród boli, a po dzieciach tyłek rośnie.

    Poród jest dla kobiety z fizjologicznego punktu widzenia najbardziej niebezpiecznym wydarzeniem w życiu. O ile jeszcze współczesna medycyna i opieka okołoporodowa gwarantują szczęśliwe rozwiązanie większości ciąż, o tyle jeszcze całkiem niedawno śmiertelność noworodków i matek przy porodzie była porażająco duża. Nie mówiąc już o ciemnocie średniowiecza, kiedy to mało który poród kończył się dobrze. Sama nieraz jeszcze lata temu zastanawiałam się, dlaczego te kobiety na filmach tak wrzeszczą i cierpią? Czemu to musi tak boleć? Tym bardziej, że jakby się tak przypatrzeć innym przedstawicielom ziemskiej fauny, żadna samica innego gatunku nie cierpi męczarni podczas wydawania na świat potomstwa. Młode rodzą się w miarę szybko, a matka zmęczona ciążą i karmieniem…

  • muzyka, a języki obce
    Nauka języków w teorii

    Edukacja muzyczna, a nauka języków obcych.

    Chodzi za mną od jakiegoś czasu pewna szatańska myśl, która, gdy wyjdzie na jaw przy okazji tego wpisu, przyprawi mojego męża o zawał. Marzy mi się… Ło matko… Ukulele. Gitarka taka. Nie wzięło się to znikąd, jako nastolatka pogrywałam na gitarze i coś z tamtej dziewczyny z gitarą we mnie wciąż drzemie. To określenie w moim przypadku jest oczywiście niczym innym, jak przedstawieniem samej siebie w lepszym świetle, gdyż moje gitarowe osiągnięcia są marnością nad marnościami. Była pasja, był zapał, mama zgrzytała zębami i przeklinała te pasję, ale to szarpanie strun nigdy nie zmieniło swej formy na lepsze i pozostało szarpaniem strun. No więc ukulele. Gitarka, która w zamyśle ma:…

  • błędy językowe dwujęzyczność
    Nauka języków w teorii

    Bożena rezygnuje z dwujęzyczności ze strachu przed błędami językowymi. Nie bądź jak Bożena.

    Kilkanaście lat temu pojechałam na wesele przyjaciółki, a że blisko nie było, trochę u niej pomieszkałam. Byłam wtedy świadkiem takiej mniej więcej rozmowy między nią i jej bratem: – Gdzie mama? – Poszła nad dom. – A tata? – W ogródku, pod domem. Wiele w życiu słyszałam, ale takiego dziwactwa językowego jeszcze nigdy. Ogródek pod domem skojarzył mi się od razu z nielegalną piwniczną plantacją wesołego ziela, a matki lewitującej nad domem nie umiałam sobie jakoś wyobrazić. O co w tym pokręconym dialogu chodziło, wyjaśnię dalej. Tematem posta są właściwie błędy językowe i strach przed ich popełnianiem. Błędy językowe są czymś, co wielu z was paraliżuje i powstrzymuje przed wprowadzeniem…

  • dwujęzyczność zamierzona
    Nauka języków w teorii

    Najbardziej niedoceniana przez rodziców umiejętność językowa.

    Impulsem do napisania tego posta była taka oto scenka w moim ogrodzie: moja dwujęzyczna (polski – niemiecki) 3,5 letnia córka biega za psem z piłką i próbuje zmusić go do wspólnej zabawy. Pies jak to pies, chętniej biegałby za nią w celu podgryzania kostek, „piłkowy” to on tak nie bardzo jest. Ale ponieważ córka widziała w telewizji, że psy łapią piłki, w związku z czym dwoi się i troi, żeby i nasz pies łapał. W pewnym momencie drze się tak, że niesie na kilometr: „Giiiizmoooo! Come and catch a baaaall!”. Ja osobiście zdębiałam, bo angielski nie jest naszym językiem codziennej komunikacji. Po angielsku wrzucam nam w rozmowach i zabawach pojedyncze…