dwujęzyczność zamierzona
Nauka języków w teorii

Język ojczysty wcale nie jest świętością.

Chociaż piszę zazwyczaj z myślą o rodzicach wychowujących w dwujęzyczności zamierzonej, to wiele z moich artykułów można odnieść do dwujęzyczności dziecięcej w ogóle. Ten artykuł kieruję właśnie do wszystkich rodziców, których dwujęzyczność stała się codziennością. Czy to dlatego, że tak świadomie postanowili, czy to dlatego, że życie samo napisało im scenariusz w wielojęzycznym kontekście (mieszane małżeństwa, emigracja, podróże itd.).

Czasem zdarza się, że ktoś z czytających i komentujących próbuje ostudzić mój zapał i satysfakcję, jaką mam z postępów językowych mojego dziecka. Padają wtedy słowa, które ponurością swoją mają chyba zabić mój blog, a mnie wpędzić w otchłań refleksji i przemyśleń, cytuję: „niech się najpierw ojczystego nauczy”. A mi wtedy normalnie ręce opadają. Tyle się opisałam, tak ta moja córka (aktualnie 4 lata na karku) fajnie i radośnie funkcjonuje skacząc sobie z języka na język, taka jest ciekawa tych języków, tak nam z tym dobrze (i tysiącom innych rodzin), a tu ktoś tak na siedzisku w łazience z komórką w ręce wystukuje swe łazienkowe przemyślenia o języku ojczystym. Ech…

Żeby nie było, język ojczysty uważam za wielką wartość, którą warto pielęgnować i przekazywać dzieciom. Mój język ojczysty jest nośnikiem sposobu myślenia i postrzegania świata, jest częścią mojej tożsamości, narodowej i osobistej. W tym języku funkcjonuję najlepiej i najlepiej się z nim czuję. Język ojczysty jest również najbliższy mojej córce, chociaż staram się, żeby w języku niemieckim funkcjonowała porównywalnie sprawnie (pożyjemy, zobaczymy, szansa jest).

 
Ale dlaczego język ojczysty wcale nie musi być najważniejszy?

Cóż, postaram się podsumować to, co się na świecie dzieje i co jest faktem, a nie moim osobistym odczuciem, czy życzeniem.

Jako społeczeństwo bardzo na tle innych jednorodne, wyrastamy w przekonaniu, że jest jeden ober – über – ważny język, język ojca i matki, a więc i mój ojczysty. Język ojczysty, język polski. Wszystkie inne języki są obce, uczymy się ich z czasem i z różnym skutkiem. Większość dzieci na świecie wyrasta jednak w wielokulturowości i wielojęzyczności naturalnej. Nawet jeśli dominuje u nich język używany w domu, to języki otoczenia są im równie bliskie i wcale nie gorsze. Po prostu, w domu mówią tak, w szkole inaczej, a na podwórku jeszcze inaczej, w zależności, z kim rozmawiają. Pojęcie języka ojczystego jest mocno rozmyte, często jest to po prostu język domowy, lub język kraju, z którego pochodzą rodzice.

Niektóre dzieci po prostu nie mają języka ojczystego. Posłużę się autentycznym przykładem: tata Tunezyjczyk, mama Polka, cała rodzina mieszka we Francji, tam też urodziły się i mieszkają dzieci. Języki ojczyste rodziców to polski i arabski, językiem codziennym poza domem jest od zawsze dla dzieci francuski. Który język jest ich ojczystym? Który mają pielęgnować, faworyzować, ukochać ponad życie? Na który język mają kłaść „nacisk” rodzice? Którego języka mają się dzieci nauczyć „najpierw”, żeby spełnić życzenie tej komentatorki z komórką w ręce?

Dzieci i tak mają własne preferencje językowe, co więcej, preferencje zmieniają się czasem kilkukrotnie w ciągu życia. My jako rodzice mamy na to wpływ, ale tylko częściowy. Natomiast na pewno te preferencje determinowane są w bardzo dużym stopniu przez okoliczności. Moi kuzyni mieszkający od dzieciństwa w Niemczech i mówiący płynnie w obu językach nie tylko preferują niemiecki, oni nawet bardziej czują się Niemcami, niż Polakami, chociaż kontakt z rodziną z Polski mają od zawsze bardzo dobry i kiedyś często odwiedzali nas w Polsce. I na nic się zdało, że językiem domowym i ojczystym jest polski, polski był tym ich pierwszym językiem, którego nauczyli się jeszcze mieszkając w Polsce. Oni wolą mówić po niemiecku. Nie widzę powodu, by nad tym ubolewać. Nie znają specjalnie polskiej literatury, kulturę o tyle o ile. Mają po czterdzieści lat i żyją tak jak chcą. To ich życie, mają prawo do swojej tożsamości, do przyjaciół. Mają prawo czuć tylko luźną więź z Polską, bo całe ich życie to Niemcy: szkoła, koledzy, żony, praca.

I tak już prawie na koniec: niby dlaczego miałby być język ojczysty uczony/nabywany przez dziecko jako pierwszy? Bo co? Bo rodzic uważa, że Słowacki wielkim poetą był? Bo Bóg Honor Ojczyzna? Bo „Jeszcze Polska nie zginęła”? Nie ma praktycznego powodu, by język ojczysty musiał być uczony jako pierwszy. Wychowanie dwujęzyczne i wielojęzyczne ma to do siebie, że działa wtedy, gdy towarzyszy mu spokój umysłu. Czyli bez presji, stresu, zbędnych analiz. Dobra metoda to taka, która sprawdza się w konkretnej rodzinie, w konkretnych okolicznościach. Dobrych metod są setki. Co dla jednych jest dobre, dla innych coś innego zadziała lepiej. Pozwólmy rodzicom wychowywać tak, jak czują.

Poza tym: kiedy nastaje ten magiczny i kluczowy moment, w którym dziecko nauczyło się już języka ojczystego i można startować z językami obcymi? Jak to w praktyce miałoby u mnie na przykład wyglądać? Mam czteroletnią córkę, która gada jak najęta. Gęba się jej nie zamyka. I co rusz słyszę, że ktoś „umarnął” zamiast „umarł” , „pierwszy z grzebu”, a nie „z brzegu”, nie mówiąc już o tym, że ciągle pyta o znaczenie niby popularnych słów, bo ich jeszcze nie zna. Czekać? Nie czekać? Na co czekać? Nie czekałam. Co więcej, na urlopie wychowawczym podstawowym naszym językiem był niemiecki, bo byłyśmy z córką całe dnie razem i była taka możliwość. Wyrzutów sumienia nie mam, śpię spokojnym snem.

Długoletnia praktyka tysięcy, ba, milionów wielojęzycznych rodzin na całym świecie pokazuje, że za zjawiskami typu zaburzenia tożsamości, nieznajomość kultury własnego kraju, opóźnienia rozwoju mowy, niestabilność emocjonalna i psychiczna, stoją przyczyny inne, niż kolejność uczenia się języków w dzieciństwie. A że „ojczyznę kochać trzeba i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło” to tak, ja się z tym zgadzam.

Z pozdrowieniami: Peace and T.Love!

Post scriptum: losy tych „nieszczęsnych” dzieci bez języka ojczystego możecie śledzić na profiu FB Miksik się uczy. To wspaniały przykład dzieciaków rozwijających się poprzez przemyślaną, konsekwentną i kreatywną edukację domową. Zaangażowanie mamy 100%.

Jeśli ten artykuł jest według ciebie interesujący, przydatny lub inspirujący, proszę o polubienie mojego profilu FB i przekazanie dalej. Pozwoli mi to dotrzeć do większej liczby osób takich jak ty i ja. Dziękuję serdecznie!
Please follow and like us:
FACEBOOK
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *