prajęzyk historia języka
Nauka języków w teorii

Prajęzyk ludzkości – jak brzmiał i czy w ogóle istniał?

Historia języka jest jedną z dziedzin, które od lat mnie fascynują. Gdyby nie żenujący poziom wiedzy i wieczne spóźnialstwo mojego wykładowcy, zajęcia te byłyby chyba najlepiej wykorzystanym przeze mnie czasem na uczelni. Cóż, trzeba było przesiedzieć i zaliczyć, a z zajęć w pamięci pozostało mi kilka anegdotek oraz cudowna postać technika pana Marka, który, gdy tylko widział, że pani doktor jest nie w humorze, wpadał na salę ze szklanką fusiastej kawy (zwanej „szatanem”) w cienkiej szklance z metalowym koszyczkiem z epoki późnego Gierka, co zazwyczaj ratowało nam tyłki przed represjami.

To były czasy, to se ne wrati… Wiedzy i intelektualnych wyzwań szukam więc na własną rękę, a w dobie internetu jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek. Tak oto wpadł mi w oko fajny artykuł w Gazecie Wyborczej (autorstwa Olgi Woźniak), a nawet kilka. Dwa z nich postanowiłam więc jakoś zgrabnie streścić dla tych, którzy niespecjalnie czują potrzebę wgłębiania się w temat początków ludzkiej mowy, ale w wersji skróconej chętnie coś poczytają. A że jest blog jakby na to nie patrzeć językowy i edukacyjny, więc jest miejsce i na taką wiedzę w wersji light.

Pochodzeniem języków i badaniem początków mowy ludzkiej zajmuje się glottogonia. Bardzo to ciężki kawałek chleba, jako że badać trzeba mieć co (zazwyczaj są to zapiski w danym języku, lub językach pokrewnych), a pierwszy język, o ile kiedykolwiek istniał, już nie istnieje od tysięcy lat. Zapisków również brak. Z pomocą przychodzą nauki takie jak językoznawstwo porównawcze, genetyka, psychologia, antropologia oraz nowoczesne technologie informatyczne (tak, tak, komputery i komputerowe freeki, geeki i tacy tam!).

 

 

Jak to się stało, że umiemy mówić, a zwierzęta nie?

No tak, przecież inne ssaki też mają zęby, język, struny głosowe i potrzebę komunikacji. Dlaczego więc taki burek czy sierściuch-dachowiec nie są w stanie nauczyć się nawet jednego prostego słowa? Nawet tak po prostu naśladowczo, bez znajomości znaczenia? Kocie „miał” się nie liczy!

Powód 1: Geny i ewolucja mózgu.

Za to, że nasz aparat mowy jest przystosowany do wypowiadania słów, odpowiedzialny jest odpowiedni bardzo stary gen FOXP2. Gen ten wyewoluował, zanim na ziemi pojawiły się dinozaury, pełni wiele funkcji u zwierząt, a wszystkie są związane z motoryką (napięciem mięśniowym, integracją sensoryczną, kontrolą ruchów itp.). Ludzka wersja tego genu pojawiła się ok. 200 tys. – 400 tys. lat temu i uaktywniła się w obszarach mózgu odpowiedzialnych nie tylko za motorykę, ale również za procesy poznawcze, emocje i uczenie się. Uszkodzenie tego genu u ludzi powoduje utratę zdolności mowy, mówienie bowiem to wynik bardzo skomplikowanego ruchu wielu grup mięśni.

Powód 2: Życie w stadzie.

Zdolność abstrakcyjnego myślenia, która powstała dzięki temu, że żyliśmy w zorganizowanych grupach. W populacji język stał się narzędziem komunikacji złożonym ze słów i reguł gramatycznych.

Powód 3: Anatomia.

A ściślej budowa aparatu mowy. Na drodze ewolucji wykształciły się u nas pionowo osadzone zęby o zbliżonej wysokości, skomplikowane mięśnie poruszające wargami, sprawny elastyczny język oraz odpowiednio zbudowana krtań i nagłośnia. To miliony lat przemian i ślepych uliczek ewolucji, a na końcu tej drogi stoi nasze dziecko, nasz bąbelek ze swoją nigdy nie zamykającą się japą, dziamdziające za uszami rodzicom, że to, że tamto i że nie chce iść spać.

 

prajęzyk historia języka

 

Czy „nostratycki” to wspólny przodek języków?

Nostratycki, łac. „noster” czyli nasz. Nasz ludzki. Chęć znalezienia pierwszego języka istot ludzkich kusi, kusiła i kusić będzie. Językoznawcy są w stanie prześledzić losy języków do ok. 10 tys. lat wstecz, czyli mniej więcej do czasu występowania języka praindoeuropejskiego – przodka języków indoeuropejskich, w tym polskiego. Według antropologów jednak możliwe jest, że nasi przodkowie umieli mówić już nawet 100 tys lat temu. Pytanie, jak ten język brzmiał, czy powstał w jednym miejscu i się rozprzestrzenił, czy powstał w wielu miejscach jednocześnie nurtuje również i mnie. Na rzeczonych zajęciach słyszałam jedynie wielokrotnie powtarzany żart prowadzącego: „Ostatni magnetofon został skradziony” (oryg. „Das letzte Tonbandgerät wurde gestohlen”). Więc nadzieję, że ten język kiedykolwiek usłyszymy w wersji zrekonstruowanej straciłam już będąc studentką.

Ponieważ kilkanaście tysięcy lat to kupa czasu i rekonstrukcja ówczesnego języka opierałaby się na rekonstrukcjach wielu nieistniejących języków, efekt takiej pracy jest co najmniej wątpliwy. Ale od czego są komputery i komputerowcy? Dr Quentin Atkinson, psycholog z zapędem do genetyki i antropologii, wraz z prof. Russellem Grayem użyli programu komputerowego wykorzystywanego przez genetyków do tworzenia drzew ewolucyjnych. Założyli, że elementy języka takie jak fonemy można potraktować jak geny w genetyce. Przy pomocy sprytnych magicznych – informatycznych sztuczek, oraz biorąc pod uwagę zasady ewolucji i rozprzestrzeniania się języków, fonemów i innych elementów językowych ustalili, co następuje: język narodził się na pograniczu Afryki Południowej i Środkowej i narodził się raz rozprzestrzeniając się wraz z migracją człowieka.

Jak mógł brzmieć hipotetyczny „nostratycki”? Aż kusi, żeby posłużyć się żartem-petardą o magnetofonie. Są teorie mówiące, że pierwszy język brzmiał podobnie do języków mlaskowych południowoafrykańskiego ludu San. Nobel dla tego, kto potrafi je fonetycznie zrozumiale dla wszystkich opisać, podwójny Nobel dla tego, kto jest w stanie nauczyć się ich jako obcych, a potrójny Nobel dla tego, kto wprowadzi dwujęzyczność zamierzoną z mlaskami i kląskami w roli głównej. Istnieją bowiem mlaski wargowe, ssące, wsteczne, mlasko-chrumki, mlasko-czkawki i czkawko-zachłyśnięcia.

Z ciekawostek tych języków podam taką, że zamiast rodzaju męskiego, żeńskiego i nijakiego istnieją kategorie przedmiotów takie jak rzeczy mocne i smukłe (do tych zaliczają się mężczyźni), rzeczy niskie i słabe (np. kobiety) oraz rzeczy pospolite (tu nie wiem, może niscy, grubi mężczyźni?). Nie wiem też, do której z kategorii zaliczają się nasze młociarki. Z pewnością nie do rzeczy pospolitych, chociaż wywodzą się z Rzeczypospolitej. No i nie są ani niskie, ani słabe.

Gdyby jednak ktoś zdecydował się posiąść umiejętność niezwykłą, można się pouczyć:

https://www.youtube.com/watch?v=Nz44WiTVJww

https://www.youtube.com/watch?v=31zzMb3U0iY

albo pośpiewać: https://www.youtube.com/watch?v=vhgb60Qsjrs

Czekam na wasze filmiki i osiągnięcia w komentarzach! 🙂 Jako zwolenniczka wprowadzania dwujęzyczności zamierzonej bez względu na poziom językowy rodzica, uczciwie przyznaję, że już sama nie wiem, czy w przypadku każdego języka jest to możliwe 🙂

 

W jaki sposób uczymy się mówić?

Zacznę grypsem: Noam Chomsky. To nazwisko, które nawet we śnie stawia mnie do pionu. Usłyszałam je na pierwszych zajęciach na uczelni, słyszałam codziennie przez lata studiów i wraca znowu jak bumerang. Językoznawca ten bowiem wyrobił sobie silną markę w środowisku naukowym. U podstaw prac Chomsky’ego leży teoria, że każdy człowiek od urodzenia wyposażony jest zakodowaną w naszych mózgach wspólną strukturę, genetycznie przekazywaną wrodzoną „uniwersalną gramatykę” i instynkt językowy. Pozwala to dziecku nauczyć się dowolnego języka na świecie poprzez jedynie słuchanie i „odkodowywanie” tego, co dziecku i tak jest podświadomie wiadome.

Znam tę teorię ze studiów, była przekazywana właściwie jako pewnik. Są jednak przeciwnicy tej teorii i to oni postanowili się z nią przy pomocy komputerów rozprawić. Grupa naukowców z Instytutu Maxa Plancka w poszukiwaniu uniwersalnej, wspólnej wszystkim językom gramatyki, wprowadziła do programu komputerowego schemat szyku zdania języków z czterech rodzin językowych: indoeuropejskiej, uto-azteckiej, austronezyjskiej i bantu. Program, który miał wykreślić drzewo gramatycznych zależności między językami wykazał, że takich zależności nie ma, a szyk zdania charakterystyczny dla danego języka jest tworem czysto przypadkowym.

Okazuje się zatem, że dzieci wcale nie wygrzebują tkwiącej w nich tajemnej wiedzy, a sposób przyswajania danego języka zależy od specyfiki samego języka oraz indywidualnej strategii dziecka.

 

Czy język i mowa są dla dziecka naturalne i instynktowne?

Zacznijmy od przykładu: szczeniaki izolowane od urodzenia od innych psów zawsze nauczą się szczekać i będą porozumiewać się z innymi psami według uniwersalnego zrozumiałego dla wszystkich psów kodu. To samo z innymi gatunkami zwierząt. Nauczą się porozumiewania się ze swoim gatunkiem nawet w izolacji od niego. Zwierzęta wyposażone są w instynkty, które to umożliwiają.

Z ludzkimi dziećmi tak nie jest. Dzieci uczą się mówić poprzez kontakt z dorosłymi. To prawda, że są w stanie nauczyć się szybko i naturalnie każdego języka na świecie (nawet tych mlasków i kląśnięć), ale muszą mieć od urodzenia partnerów do rozmowy. Umiejętność mówienia nie jest zatem dla dzieci ani wrodzona, ani instynktowna, gdyby tak było, istniałby tylko jeden język, tak jak istnieje jeden taniec pszczół.

 

prajęzyk historia języka

 

Tak bardzo pokrótce przedstawia się temat. Należy pamiętać, że opisane tu teorie, tak jak każda teoria mogą ulec weryfikacji. Znając życie, tak się pewnie stanie. Zawsze są gdzieś i zwolennicy i przeciwnicy obranego kierunku i sposobu prowadzenia badań. I dobrze. Nauka charakteryzuje się tym, że nie jest dogmatyczna, ale otwarta na weryfikację, nowe fakty i krytykę.

Ja ze swojej strony starałam się jakoś sensownie streścić gazetowe artykuły, ale oczywiście zapraszam do przeczytania całości.

TUTAJ

TUTAJ

 

Jeśli ten artykuł jest według ciebie interesujący, przydatny lub inspirujący, proszę o polubienie mojego profilu FB i przekazanie dalej. Pozwoli mi to dotrzeć do większej liczby osób takich jak ty i ja. Dziękuję serdecznie!
Please follow and like us:
FACEBOOK
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *