dzieci książki czytanie
Dwujęzyczność w naszym domu,  Świat dziecka

Jak rozbudzić w dziecku miłość do czytania i języków obcych.

Książeczki mają te niezwykłą właściwość, że dzieci z reguły bardzo je lubią. Warto tę dziecięcą fascynację książkami podtrzymywać, bo czytanie zalet ma wiele, a wszystkie trudno tak na szybko policzyć. Kto lubi czytać, ten wie. Ja osobiście czytam mnóstwo od kiedy posiadłam tę wspaniałą umiejętność, książki były i są nadal w moim domu obecne. Tak się szczęśliwie złożyło, że moim mężem został również pasjonat czytelnictwa, w związku z czym pokój naszej córki jest małą biblioteką zawaloną książkami, często wspólnymi. Książki leżą w zasadzie wszędzie. Od trzech lat wzbogacamy nasze zbiory w książki o świnkach, dinozaurach i królewnach. Kilka dni temu doszła do mnie paka, która zrujnowała mnie finansowo, ale wypłacili pińcet i się zwróciło. Po rozpakowaniu tej paki zamieszkaliśmy w altanie pomiędzy sankami i rowerami, bo w domu brakło miejsca dla ludzi.

Ale do rzeczy. Nie znam rodzica, który przygody z rodzicielstwem nie zaczynałby między innymi od książeczek dla dzieci. To wspaniała forma wspólnego spędzania czasu, tym bardziej, że jak już wspomniałam, dzieci książki lubią. O ile jednak dzieci uwielbiają wspólne chwile z książeczką i rodzicem, lubią słuchać i opowiadać obrazki, to później niespecjalnie chcą same czytać. To nie jest żadna reguła, są na świecie dzieci przykute do książek, niemniej jednak nowoczesne technologie często wygrywają z tradycyjnym czytelnictwem.

Aby dziecko zakochało się w książkach, trzeba w nim tę miłość rozbudzić. Czytanie może być naprawdę wspaniałym przeżyciem i ma szansę być równie atrakcyjne, albo nawet bardziej, niż gra na komputerze, czy tablecie. Ekrany i monitory to część naszego życia, więc i tak znajdą swoje miejsce w domu, ja jednak zawsze będę dziecku w pierwszej kolejności podsuwać coś do czytania tradycyjnym sposobem.

dzieci książki czytanie

Jak więc sprawić, żeby książki stały się dla dziecka sposobem na nudę, zmęczenie po szkole, spokojne spędzenie czasu lub po prostu, by czuło potrzebę czytania?

Niech książka zagości w domu wraz z dzieckiem.

Tak! Na rynku znajdziemy świetne książeczki dla niemowląt. Są to proste książeczki kontrastowe stymulujące wzrok, książeczki o różnych fakturach do dotykania i pobudzania sensoryki maluszka. Pierwszą książeczkę dla mojej córki dostaliśmy od przyjaciół, niestety nie mieliśmy szansy im jej oddać, gdy urodził im się synek, gdyż Kasia książeczkę dosłownie zjadła. Mamlała, mamlała, aż całą rozmamlała, rozmoczyła i rozdarła.

Książeczka musi być adekwatna do wieku dziecka.

Sprawa niby oczywista, ale udało mi się popełnić ten błąd. Kupiłam bardzo fajny zestaw używanych niemieckich książeczek Disneya licząc na wspólnie spędzone wieczory z moją córką. Okazało się jednak, że dwuletnie wtedy moje dziecko szybko się niecierpliwiło, bo teksty były zbyt długie i zbyt trudne. Zaprzestałam więc czytania, a skupiłyśmy się na opowiadaniu obrazków i już było OK. Dwulatek potrzebuje dużo obrazków i mało tekstów. Jeśli są to książeczki obcojęzyczne, treść powinna być tym bardziej dostosowana do poziomu językowego maluszka. Moja kolekcja Disneya doczeka się kiedyś uznania, Kasia musi do niej jednak dorosnąć.

Kupuj książeczki zgodne z zainteresowaniami swojego dziecka.

Nie bez powodu pojawiły się u nas świnki Peppy w różnych odsłonach. Peppa Wutz do czytania na dobranoc, Peppa Pig do nauki angielskiego. Aktualnie szukam też odpowiedniej wersji Psiego Patrolu, a jak trafię jeszcze na Ptasią Akademię i Shimmer i Shine, to już poczuję się spełniona, a moja córka zwariuje z radości. Jeśli twoje dziecko najbardziej na świecie kocha ślimaki, kup mu książeczkę o ślimakach. Jeśli lubi grzyby – coś o grzybach. Zapewniam, że się od niej nie oderwie.

Czytaj dziecku książeczki wzbogacające wiedzę o świecie.

Jako dziecko czytałam absolutnie wszystko, ale do czasów współczesnych zostały ze mną w zasadzie wyłącznie książki popularno-naukowe. Beletrystyka może dla mnie nie istnieć. Uważam, że świat nauki jest dziecku tak samo potrzebny, jak świat czarodziejek, mówiących kotów i zaklęć. Za czasów mojego dzieciństwa niestety nie było tak fantastycznych książeczek dla dzieci, jak dzisiaj (znaczy się, pewnie były, ale nie w socjalistycznej zażelaznokurtynowej rzeczywistości). Świat wydawnictw, sklepów i księgarń jest przepełniony genialnymi książeczkami o dobrych manierach, prawach przyrody, budowie anatomicznej wszelkich zwierząt i cyklu życia motyli. W książeczkach tych dzieci znajdą odpowiedzi na tysiące pytań, które spędzają im sen z powiek. Książka stanie się dla dziecka przyjacielem, który wszystko wie i zawsze jest w zasięgu ręki: podczas choroby, przed snem, w sobotni poranek, gdy nie trzeba iść do szkoły i można poleniuchować.

Czytaj dziecku z sercem i pozwalaj mu przeszkadzać w czytaniu.

Książki towarzyszyły mojej córeczce od urodzenia. Uwielbiała wspólne chwile z książeczkami i obrazkami do opowiadania. Nasza biblioteczka systematycznie się powiększała, ale zauważyłam, że dziecko w pewnym momencie zaczęło zniechęcać się do książek. Myślałam, że to taka faza, ale zorientowałam się, że to ja jestem winna temu zniechęceniu. Córce przestało wystarczać moje monotonne, nudne czytanie i ewidentnie potrzebowała czegoś więcej – entuzjazmu i przygody. Z dnia na dzień na szczęście książki wróciły na piedestał, a sposób okazał się banalny: trzeba było czytać z wypiekami na twarzy, po aktorsku, teatralnie, gestykulując, tupiąc kapciami i przewracając oczami. Moje dziecko zawsze chętnie włącza się w ten cyrk. Gdy zły wilk zdmuchiwał domy świnek, moja córka biegała po pokoju dmuchając i opluwając przy okazji drzwi i okna. Tym sposobem udaje nam się złapać kilka srok za ogon: czytamy, ruszamy się i bawimy i w kontekście tej błazenady utrwalamy obcojęzyczne słownictwo. 100% skuteczności w nauce języka. Pozwalam też córce przerywać mi czytanie, dopowiadać coś od siebie, przewracać kartki tam i z powrotem. Nie wszystkie książeczki wymagają tupania nogami i machania rękami, ale warto czytać przynajmniej z zaangażowaniem i okazywać zainteresowanie czytaną historią.

Książeczki obcojęzyczne.

W naszym domu mówi się na co dzień po niemiecku, a od niedawna też po angielsku (w dużo mniejszym zakresie, ale jednak). Nie może więc zabraknąć u nas książeczek również w tych językach. Córka mówi po niemiecku nie gorzej, niż jej niemieccy rówieśnicy, więc nasze niemieckie czytanki są na poziomie językowym trzylatka. Czyli: obrazki, plus krótkie zdania, niezbyt skomplikowane słownictwo. W przypadku angielskiego, który rozpanoszył się u nas kilka tygodni temu, książeczki muszą być łatwiejsze, żeby były dla córki strawne.

Opowiadanka dla trzylatków byłyby dla niej niezrozumiałe, efektem czego byłby bunt przeciw anglojęzycznej literaturze dziecięcej. To tak, jakby słuchać arabskiej rozgłośni radiowej (nie znając arabskiego) w nadziei, że w końcu coś się zrozumie. To tak nie działa. Żeby zrozumieć obcojęzyczny tekst, lub chociaż mieć zarys jego znaczenia, trzeba mieć już jakiś zasób słownictwa (fajny artykuł na ten temat znajdziecie TUTAJ). Kupiłam więc książeczki dla niemowląt o kształtach, kolorach i zwierzątkach i z takim zestawem bawimy się co rano w samochodzie w drodze do przedszkola. Mąż twierdził, że to za głupie książki jak dla córki. Ja do tej pory uważam, a on dał się przekonać, że to książki trafione w punkt. Zaczęłyśmy oczywiście od nazywania tego, co jest na obrazku, obrysowywania paluszkiem kształtów, oblizywania kartek (bo pizza jest okrągła, ale jest też „yummy!”), ale gdy już córka umiała sobie wszystko sama nazwać i pokazać, przeszłyśmy do bardziej skomplikowanych „rozmów” przy tych książeczkach. Nawet głupawy obrazek potrafi zainspirować do zabaw i wygłupów, więc książki jeszcze nam posłużą. Jak już córka podłapie słówek, przejdziemy do tych słynnych „very hungry caterpillarów”, które są podobno świetnie opracowane pod względem językowym i które robią furorę na całym świecie.

Książki obcojęzyczne mają jeszcze tę ważną zaletę, że pozwalają rodzicom wzbogacić własne słownictwo. To się tylko wydaje, że teksty są proste, że jak dla dzieci, to już wszystko wiem, ale wcale tak nie jest. „Peppa Wutz” jest dla mnie ciekawym słowniczkiem fajnych wyrażeń i powiedzonek, tak samo, jak bajeczka o trzech świnkach, którym wilk zdmuchnął domki. Z książeczek anglojęzycznych mam szansę nauczyć się jeszcze więcej i jeszcze bardziej mogę pobudzić mój mózg do aktywności, co daje mi szansę na opóźnienie objawów demencji w przyszłości. Będę mieć umysł jak brzytwa, he he.

Książeczki są niezastąpione w nauce języków obcych. Jeśli jeszcze na dodatek bohaterami są postaci ze znanych i lubianych przez dziecko kreskówek, to nie ma siły, która odciągnie malucha od takiej książki. Nie ma lepszego sposobu na naukę słówek, wyrażeń, niż fajna kolorowa książka. Nasz angielski to Peppa Pig plus super ślicznie i na wesoło wydana książeczka o planetach, na dodatek pisana wierszykiem!

Dawaj dziecku przykład – sam czytaj.

Jeśli dziecko widzi rodziców przed telewizorem, laptopem, albo smartfonem, wszystko, tylko nie z książką, to raczej marne szanse na to, że zostanie pasjonatem czytelnictwa. Rodzic jest dla małego dziecka wzorem i przykładem w absolutnie każdej kwestii. Z domu wynosi się kulturę osobistą, szacunek do ludzi, miłość do zwierząt, wrażliwość i ciekawość świata. Czytajmy dziecku, czytajmy sami, otaczajmy się książkami. Ja od trzech lat mocno ograniczyłam czytanie książek mnie interesujących, a zajęłam się bardziej zabawami balonikiem, ale po pierwsze: do swoich pasji na pewno wrócę, bo córka daje już powoli odetchnąć, po drugie: nie ma u nas dnia bez czytania dziecku i z dzieckiem. Może w domu nie być Vogelmilchów i Kinder-Überraschungów, ale czas na czytanie jest zawsze. Zawsze, zawsze, zawsze i codziennie.

Dla mnie chyba największym komplementem ostatnich czasów jest widok córki czytającej swoim lalkom i kotu. Jeśli ona chce w ten sposób sprawić przyjemność swojej bandzie pluszaków, to znaczy, że czytanie sprawia radość również jej i tą radością chce się dzielić. Wspaniałe to dla mnie doświadczenie jako mamy, uwiecznione oczywiście na fotkach i filmikach.

 

Chcą czy nie chcą, muszą słuchać 🙂

dzieci książki czytanie

dzieci książki czytanie

 

Peppa Wutz: krótkie teksty, znajome kadry z bajek, u nas obowiązkowo na dobranoc. Znamy już na pamięć.

dzieci książki czytanie

 

Książka o dinozaurach kupiona w ciemno i bez pojęcia. Niby dla dzieci, a jakaś ponura. Nigdy nikogo nie zaciekawi.

dzieci książki czytanie

 

Nasze popularno – naukowe skarby. Czytamy kilka razy dziennie od kilku dni. Hit. Ledwo wyrabiam, córka wniebowzięta. Nie spodziewałam się takiego entuzjazmu. Mamy tego więcej…

dzieci książki czytanie

dzieci książki czytanie

 

Książki u nas były, są i będą!

dzieci książki czytanie

 

Zachęcam do czytania, do wspólnych chwil z książeczką, do budowania więzi z dzieckiem. To dobry sposób, żeby przy okazji też trochę odpocząć.

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

9 komentarzy

  • KasikCz

    U nas królował „Bobo Siebenschlaefer” von Markus Osterwalder. Książeczka genialna dla dzieci 2+ (każdy obrazek jest podpisany jednym zdaniem).

    Sama uwielbiam czytać. Zrozumiałam jednak, że jeśli chodzi o czytanie to nie ma tez co przesadzać z ilością. Lepiej czytać wolniej i mniej, ale nie zapomnieć o refleksji nad książką. Pamiętać o tym, że książka to doskonały pretekst do rozmowy z dzieckiem. Przy pierwszym dziecku tego nie wiedziałam. Czytałam wtedy mojemu 5-letniemu synowi na potęgę. Książkę po książce. Czasem nawet 2,3 książki dziennie (a i tak nie udało nam się przeczytać tych wszystkich cudnych książek z biblioteki ;-D ). Przy drugim dziecku na szczęście jestem tego świadoma 😉 Czytamy „wytrawniej”, wyselekcjonowane książki.

    • GadkaGagatka

      Dziękuję za mądry komentarz. Książki to nie odczytywanie tekstu. U nas to zazwyczaj wygłupy, wracanie do poprzednich stron, bo się córce coś przypomniało, że nie dopytała itd. Też nauczyłam się mądrzej dobierać książki, nawet w tej materii są niezbyt udane pozycje na półkach księgarń.

  • Gosia Ostrowska

    U nas książki to podstawa każdego dnia. Dziękuję za inspiracje książek w języku angielskim. Chętnie zerknę na nie. Jaś już czyta samodzielnie i jest z tego dumny.

  • Marta

    Czy te ksiazeczki o fizyce kwantowej, ewolucji itp sa w innych niz niemiecki jezykach? U nas kroluja ksiazki w 4: po polsku, arabsku, francusku i angielsku 🙂 dzieci widza mnie przy ksiazkach i tez ksiazki pokochaly: czesc ksiazek maja jeszcze z mojego dziecinstwa, a czescia sa zasypywane na bierzaco.

    • MatkaGagatka

      Gratuluję mądrych dzieci 🙂 Książeczki kupiłam w Libristo, są też w Book depository. Proszę wpisać nazwisko autora Chris Ferrie. Są dostępne też po angielsku i po polsku. Książki o kosmosie i planetach też są tego autora.

  • Malgosia

    Zdecydowanie dzieci naśladują dorosłych! U nas doszlismy już do sytuacji, że gdy mówię, aby dziecko poszło spać i odłożyło książkę to słyszę: Sama tego chciałaś 🙂

  • Monika Dawidowicz

    Ostatnia rzecz, na którą zwróciłaś uwagę, jest moim zdaniem kluczowa. Przykład idzie z góry.

    Ostatnio sąsiadka zapytała mnie czy mój syn interesuje się czytaniem (sama jest mamą chłopca w podobnym wieku), więc odparłam zgodnie z prawdą, że tak. Zapytała więc jak to robię. Powiedziałam, że nie wiem, po prostu się interesuje. Ale potem pomyślałam, że przecież moje dzieci widzą mnie i mojego partnera zawsze z książką w ręku (lub czytnikiem ebooków, ale wiedzą, że to jest jakby to samo tylko w innej formie). Nic więc dziwnego, że naturalnym dla naszych dzieci jest sięganie po książki.
    Nie oceniam, ale to jedna z tych sąsiadek, które wieczory spędzają raczej przed telewizorem lub ekranem telefonu niż faktycznie z książką, stąd chyba brak zainteresowania książkami ze strony jej syna.

    • MatkaGagatka

      Tak tak, wpadam na twoją stronę czasem i widzę, jak wiele czasu poświęcasz dziecku. Jak nie książki, to piosenki. Cóż, różne są modele wychowania i nie mnie to oceniać. Jedna sprawa jest bezdyskusyjna: wspólnie spędzony czas z własnym dzieckiem. Przy czytankach, przy malowankach, na rowerze. Dziecku trzeba pokazywać świat, żaden telewizor tego za nas nie zrobi.

    • Wychowanietoprzygoda

      Oczywiście, że zamiłowanie do książek przekazuje się dziecku swoją postawą. Dziecko nas naśladuje, a jako że książki są super, to nie ma powodu, że ich nie polubił. Ostatnio mój sześcioletni synek, który właśnie nauczył się odszyfrowywać pierwsze wyrazy, powiedział mi, że książki są najfajniejszą rzeczą na świecie, oj jaka byłam szczęśliwa!!! Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *