trzy lata dwujęzyczności
Dwujęzyczność w naszym domu

Trzy lata na drodze dwujęzyczności: nasze sukcesy i plany na przyszłość.

W związku z moją nabierającą szaleńczego tempa karierą blogerską dostałam niedawno pytanie od fanki, czy mam na zapleczu jakiś wpis o tym, co potrafi powiedzieć moja córka i jaki reprezentuje poziom językowy w wieku prawie trzech lat. Pytanie to wynikało troszkę z niedowierzania w dziecięce możliwości i obawy, że jak takie małe dziecko załapie te wszystkie rodzajniki, odmiany i składnie??? No jak? Toż to i trudne i nudne. Zanim na to pytanie odpowiem, posta tego okraszę troszkę przydługim wstępem. Kto przejdzie przez wstęp, ten osiągnie stan oświecenia w temacie mojej domowej dwujęzyczności zamierzonej.

To, że moja córka będzie wychowywana dwujęzycznie, było dla mnie od początku oczywiste. Nie była to żadna świadoma decyzja. Każdy kochający rodzic daje dziecku wszystko, co najlepsze, więc ja, jako mama znająca niemiecki miałam moralny obowiązek przekazać córce tę umiejętność w sposób jak najbardziej naturalny i bezbolesny. Nasza droga zaczęła się, gdy mała była niemowlęciem i uważam, że jest to optymalny czas na przygodę z dwujęzycznością.

trzy lata dwujęzyczności

Korzyści z wczesnego wdrażania dwujęzyczności.
  • rodzicowi nienatywnemu trudno tak z dnia na dzień przestawić się na codzienne funkcjonowanie w języku obcym. Wydaje się to dziwne, nienaturalne, a rodzicom, którzy czują, że mają takie czy inne braki językowe, doskwiera na dodatek problem znalezienia odpowiedniego słowa i brak spontaniczności w różnych sytuacjach. Czas, kiedy dziecko jest jeszcze mało wymagające językowo można poświęcić na zorganizowanie sobie „warsztatu pracy” i przyzwyczajenie się do własnego mówienia (oczywiście mam i na ten temat odpowiedni wpisik). To świetny czas na rozruch. Niemowlęciu wystarczy, że rodzic będzie mówił językiem prostym, nie potrzebuje wysłuchiwać wystąpień oratorskich mamy czy taty, żeby poznać melodykę języka i nauczyć się pierwszych słówek.
  • dziecko, które od zawsze zanurzone jest w środowisku dwujęzycznym, nie zna rzeczywistości jednojęzycznej. Wyrasta w przekonaniu, że mówi się raz tak, raz tak i koniec. Dwujęzyczność jest dla dziecka naturalnym stanem rzeczy, odpada w związku z tym problem buntowania się przeciwko mówieniu w obcym języku. Kilkuletnie łobuziaki potrafią się zacietrzewić, gdy mamusia ni stąd, ni zowąd wyskakuje nagle z tekstem dziwnym i niezrozumiałym. Zaprze się i już. Za trudno, bez sensu, nie chcę tak, mów po polsku, mów normalnie itd. Można z tym walczyć, ale lepiej jest tej walce zapobiec. Jak tę walkę wygrać, możecie przeczytać TUTAJ.
  • dziecko wychowywane dwujęzycznie od pierwszych miesięcy życia, przyswaja sobie wszystkie języki, w których wzrasta w sposób naturalny i w naturalnym procesie rozwoju mowy. Oznacza to, że od bidy można wychować dwujęzyczne dziecko nie poświęcając temu wielkiej uwagi, ani szczególnego czasu, wystarczy z dzieckiem na co dzień rozmawiać. Ale to od bidy. O wiele lepiej i ciekawiej jest jednak postarać się o książeczki, bajeczki, piosneczki, zabawy i wierszyki, które nie tylko wzmocnią więź z maluchem, ale też są nieocenionym źródłem wiedzy i słówek najniezwyklejszych. Tak odbywa się nieuświadomiona nauka przez zabawę. Dziecko w wieku szkolnym może również z powodzeniem i często bez najmniejszych trudności nauczyć się języka obcego, ale odbywa się to już w sposób bardziej „lekcyjny” z zakuwaniem słówek i regułek. Czyli tak, jak ja się uczyłam, a wolałam wtedy posiedzieć w innych książkach, niż książka do niemieckiego.
  • dwujęzyczność maluszka jest niezwykłą przygodą dla rodziców, bo sprawą naprawdę absolutnie cudowną jest obserwować i mieć wpływ na postępy językowe swojego dwu- lub trzylatka. Patrzenie, jak dziecko uczy się mówić w języku dla rodziców ojczystym daje już niesamowitą frajdę i radość, natomiast doświadczanie tego, że taki mały brzdąc, robiący jeszcze kupę w majty, potrafi rodzica zaszachować błyskotliwą wypowiedzią w języku obcym, sprawia, że rodzic sam z ekscytacji prawie robi kupę w majty. To taka fizjologiczna nirvana. Można nie dobiec do toalety.

Tego wszystkiego właśnie doświadczam ja. Moja mała pociecha skończy niedługo trzy latka (kiedy to mineło, ja się pytam?), a mi na szczęście zawsze udawało się dobiec. Uff :)! No więc, co i jak potrafi powiedzieć i zrozumieć moje dziecko? Niemało (piszę to z dumą, a jakże, jestem rodzicem!). Pamiętać należy jednak, że moja Kasia jest przykładem na to, czego można się po dziecku w tym wieku spodziewać, a nie tego, czego można od niego oczekiwać. To dwie różne sprawy. Dzieci rozwijają się bardzo indywidualnie w swoim tempie i należy to tempo szanować. Można co najwyżej zachęcać i stwarzać możliwości. Wasze dwu- i trzylatki ledwie mówią? Spokojnie! Niedługo będziecie je błagać, żeby choć na chwilę zamilkły. We wszystkich znanych wam językach.

trzy lata dwujęzyczności

 

Co może umieć dziecko wychowywane dwujęzycznie?

Postanowiłam tak z grubsza podsumować nasze sukcesy na dwujęzycznej drodze. Niech będą one zachętą dla wszystkich, którzy przymierzają się do tematu. A pamiętajcie jeszcze, że dwujęzyczność to żadne tam szczyty językowe, zapraszam na blogi i media społecznościowe, tak się dzieje dopiero! Maluchy nie potrafią nawet butów założyć, ale potrafią o tym opowiadać w kilku językach! To są sukcesy! Osobiście zżera mnie zazdrość. Do rzeczy więc.

Okres niemowlęcy
W zasadzie same oczywistości: reagowanie i okazywanie emocji na słowa rodziców w obu językach, niemieckim i ojczystym (szukanie motylka na krzaku, radość na słowa, że zaraz będzie mleczko itd.)

12-18 miesięcy
Pierwsze słowa i pierwsze krótkie zdania, wypowiadane wyraźnie lub nie, jak to u dzieci.
Tete – oznaczało na początku „Tee” (herbata), później każdy inny napój
Pe – oznaczało „Suppe” (zupa)
Siasiak jek! – „Schlafsack weg!“, czyli wynocha z tym śpiworkiem!
Will jasia – „ich will Wasser“, chcę wody.

1,5 roku – 2 lata
Zaczął się okres bardzo intensywny.

Córka budowała pełne zdania, nadal proste, ale z sensem.

Nauczyła się liczyć do dziesięciu w obu językach.

Poznała literki i umiała je nazwać po niemiecku.

Umiała zadawać pytania w czasie teraźniejszym i przeszłym.

Zapamiętywała nawet trudne słowa i używała ich prawidłowo w konkretnych sytuacjach.

No i wreszcie zaczęła używać zaimków 🙂 dzięki czemu zdania stały się zgrabniejsze. Zamiast „Will halten” zaczęła mówić „Ich will halten” (chcę potrzymać).

Uparcie kalkowała polską składnię dostosowując ją do swoich potrzeb, gdy mówiła po niemiecku. Zdania brzmiały np. „nicht es regnet” – nie pada deszcz.

Generalnie można było z nią już swobodnie porozmawiać, o ile w pobliżu nie czaił się nikt obcy, bo wtedy milknie onieśmielona.
Nauczyła się też kilku niemieckich wierszyków, trochę je rozumiejąc, trochę nie (do posłuchania i obejrzenia TUTAJ).

2 – 3 lata
To był rok, w którym dziecko codziennie zaskakiwało znajomością nowych słów. Z mojej strony wymagało to już trochę więcej zaangażowania we wspólne rozmowy, bo młoda stała się coraz bardziej wymagająca i zaczęła zadawać niewygodne pytania. Od tej pory doszkalam się językowo, żeby zawsze móc odpowiedzieć na pytanie, co to jest, albo co ktoś robi. Dokupiliśmy niemieckich książeczek, oglądamy bajeczki po niemiecku, słuchamy piosenek, najlepiej tych, przy których można się poruszać, bo tekst tego wymaga.

Dziecię prawidłowo odmienia rodzajniki, zaimki i czasowniki, używa trybu rozkazującego („Der Fisch schwimmt im Wasser” – rybka pływa w wodzie”, „Komm mit mir ins Wasser” – chodź ze mną do wody).

Buduje długie i trudne zdania, zazwyczaj prawidłowo: „Wenn ich Pipi will, dann sage ich dir und komme selber aufs Töpchen” (jak będę chciała siusiu, to ci powiem i sama przyjdę na nocniczek). Tak mnie właśnie niedawno zbeształa, gdy setny raz pytałam, czy przypadkiem nie chce siku, żeby zapobiec kolejnemu tego dnia zlaniu się w spodnie. Chwilę po tym, jak mi tak napyskowała, zlała się w spodnie. Nie potrafiła tego wyjaśnić w żadnym ze znanych jej języków.

Bawi się językiem, czuje się w nim swobodnie i tworzy własny językowy świat. Wygłupiamy się często razem, młoda mówi na przykład: „Mamuś, ich willuś nicht Apfeluś” (nie chę jabłka) i się rechocze sama ze swojej wypowiedzi. Może tak godzinami tworzyć tego typu hybrydy. Niejeden nauczyciel, albo logopeda zabiłby mnie za językową deprawację córki, że pozwalam na ten skandal i że dziecko cofnie mi się w rozwoju na amen. Co to za szatański język??? Do spowiedzi! Dla mnie to tylko dowód na to, że dziecko moje używa języka aktywnie i sprawia mu to przyjemność. A przecież o to właśnie chodzi. Dziecko jest dzieckiem, a nie tłumaczem przysięgłym, ani biegłym sądowym, więc niech się trochę powygłupia.

Córa stała się świadomym użytkownikiem języka niemieckiego, poproszona o dokonanie translacji, tłumaczy tacie rzeczy, których po niemiecku nie zrozumiał i poprawia jego błędy, zazwyczaj te dotyczące słownictwa.
Generalnie, ani słownictwo, ani gramatyka nie są dla mojej córki wielkim problemem.

Akcent. Ludzie boją się tych akcentów, jak diabeł święconej wody. Bo jak rodzic na fatalny akcent, to dziecko przejmie złe nawyki. Ręce opadają. Mój akcent jest nie najgorszy, ale dla Niemca pewnie rozpoznawalny. Moje dziecko ma lepszy akcent ode mnie. Mówi naprawdę fajnie. Trochę córką steruję podsuwając jej piosenki i filmiki po niemiecku pod nos. Z pewnością koślawy akcent rodzica nie powinien być powodem frustracji. W języku ojczystym ludzie też bełkoczą i żyją. Niektórzy robią kariery w spółkach Skarbu Państwa. Da się?

Czy moje dziecko popełnia błędy? Oczywiście! W obu językach. Jest to czas, kiedy maluchy są naprawdę urocze i czasem warto zanotować, albo nagrać na smartfonie co ciekawsze wypowiedzi, pełne dziwnych skojarzeń, lub nietrafionych w danej sytuacji słów. Lepiej się pośmiać, zamiast stresować.

trzy lata dwujęzyczności
Błyskotliwe i pozytywne podsumowanie.

Tak mniej więcej mogę opisać naszą niemieckojęzyczną drogę. Drogę, z której nie dość, że nie ma już odwrotu (bo i po co?), to jeszcze zamierzamy urozmaicić ją o język angielski już niebawem. Bardzo się cieszę na to doświadczenie, bo pierwszy kontakt z angielskim już mamy, znamy kolory, piosenki i proste zdania. Ciąg dalszy w przedszkolu, w domu będziemy utrwalać i rozszerzać język.

Jak zwykle, wszystkich, bez względu na to, jakie są ich osobiste doświadczenia z nauką języków obcych, zachęcam do wielojęzycznego wychowania dzieci. Wszelkie obawy uważam za nieuzasadnione, nie patrzmy na ewentualne trudności w nauce przez pryzmat własnych doświadczeń. To nam, dorosłym, wydaje się, że język jest trudny do nauczenia, bo rodzajniki, bo dziwna i skomplikowana składnia, bo coś tam. Przypominam, że dzieci uczą się inaczej, naturalnie, tak, jak uczą się mowy ojczystej. Nie wkuwają tabelek, deklinacji, koniugacji, a mimo to potrafią mówić prawidłowo. Jeśli dacie swoim dzieciom szansę, one z niej na pewno skorzystają. Mam nadzieję, że ten wpis ośmieli nieufnych, wleje nadzieję wątpiącym i zmotywuje wahających się.

Bardzo podobny wpis dotyczący języka angielskiego znajdziecie na fantastycznym blogu Mam to na końcu języka. Polecam lekturę.

I jeszcze na koniec końców:

  • nasza strategia: OPOL (jeden rodzic, jeden język)
  • ekspozycja na język niemiecki: od czasu, gdy mała chodzi do żłobka, a ja wróciłam na etat są to popołudnia i wieczory, dni wolne od pracy, czasem noce
  • dopalacze: książeczki, bajki, piosenki, własna głowa i aparat mowy

A kto właśnie wpadł na bloga po raz pierwszy i od razu dołączył do grona psychofanów, zapraszam na inne wpisy. Co jeden to ciekawszy.

Pozdrawiam!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *