Świat dziecka

Nie je, nie pije, a chodzi i żyje. Tak potrafi tylko dziecko.

Funkcja matki – karmicielki rodziny nie zawsze jest łatwa. Szczególnie, gdy członkami rodziny są mężowie lubiący najbardziej mięcho z sosem, dzieci lubiące najbardziej mięcho z sosem i psy lubiące najbardziej mięcho z sosem. Po ponad dwóch latach zbierania kulinarnych doświadczeń jako mama, chciałabym się moimi doświadczeniami podzielić i wlać odrobinę otuchy i spokoju w serca innych mam borykających się z kuchenną codziennością i próbujących zdrowo i prawidłowo karmić swe pociechy.
Ponieważ zostałam mamą w podeszłym już wieku, do wielu spraw mam podejście raczej luźnawe. Starszym ludziom po prostu mniej zależy, nie bardzo się chce, pospaliby dłużej, wiele w życiu widzieli i niewiele rzeczy robi na nich wrażenie. Jednocześnie potrafią zachować się bardzo odpowiedzialnie, bo lata zabaw i głupoty mają już za sobą. Są to naturalne skutki starzenia się organizmu i ja ich często doświadczam.
Podobnie mam z kwestią diety mojego dziecka. Jako odpowiedzialny rodzic, temat karmienia i rozszerzania diety w teorii dokładnie przerobiłam, bo na zdrowiu córki zależy mi najbardziej na świecie. Codzienność zweryfikowała jednak nabytą wiedzę teoretyczną, przynajmniej w niektórych kwestiach. O tym, jak wyglądała nasza kulinarna przygoda, przeczytacie poniżej.

1. Karmienie piersią i mlekiem modyfikowanym.
Mleko jest postawą diety przez pierwszy rok życia dziecka. Możliwości są dwie: karmienie piersią lub butla. Osobiście jestem ogromną zwolenniczką karmienia piersią, chociaż sama karmiłam przez niecałe dwa miesiące ze względu na nietolerancję laktozy u dziecka. Było mi szkoda zakończyć karmienie, ale co zrobić, jak malucha bez przerwy boli brzuszek… Przeszliśmy na Bebilon Pepti DHA i problem zniknął.

Dlaczego karmienie piersią uważam za najlepsze dla mamy i dziecka?
– mleko mamy zawiera (oprócz oczywistych składników odżywczych) elementy, które są nie do wytworzenia w sztucznych warunkach laboratoryjnych: hormony, komórki macierzyste, przeciwciała. Kluczem do sukcesu w tym wypadku jest to, że substancje te występują u różnych mam w różnych stężeniach i pojawiają się wtedy, gdy są dziecku potrzebne. Mleko mamy dostosowuje się stale do bieżących potrzeb dziecka nieustannie zmieniając swój skład. Dzięki mleku mamy noworodek jest w stanie sam zaleczyć mikrourazy powstałe podczas akcji porodowej, gdy dziecko jest chore lub osłabione, w mleku pojawia się więcej przeciwciał do walki z chorobą. Żadna mieszanka nie jest w stanie tych cudów dokonać.
– dzieci karmione piersią są z reguły odporniejsze na choroby i rzadziej są podatne na alergie
– wiszenie na piersi służy dziecku nie tylko do zaspokojenia głodu. Dla dziecka jest to również okazja do przytulenia się, słodkiej drzemki i odpoczynku po ciężkiej godzinie aktywności
– mleko mamy można odciągać i mrozić. Niech was nie przeraża kolor odciągniętego mleka. Dopuszczalne jest tu całe spektrum prawidłowych barw: biała, kremowa, pomarańczowa, żółta, niebieskawa, zielonkawa. Zależy to od diety mamy i potrzeb niemowlęcia.
To są oczywiście jedynie niektóre zalety karmienia piersią. Ponieważ nie jestem ekspertką w tym temacie, informacji dla siebie szukałam w internetach i trafiłam na fantastyczny blog, z którego dowiecie się absolutnie wszystkiego. Polecam serdecznie stronę hafija.pl!

A wady? Dziecko nieustannie wiszące na mamie, problemy związane z laktacją, zastojami, zapaleniem piersi, gryzieniem do krwi. Kto karmił, ten wie.

Po dwóch miesiącach przeszłyśmy z córką całkowicie na mleko modyfikowane. Na szczęście nie było z tym problemu, bo mała była od początku dokarmiana mieszanką. Nie wystarczało jej mojego pokarmu, nijak nie udawało się go wyprodukować więcej i dokładałam jej butelkę, żeby nie zagłodzić wyjącego z głodu małego potwora. Uważam, że nie ma co dramatyzować i zapłakiwać się, że nie można wykarmić malucha własnym pokarmem. Nie ma to nic wspólnego z jakością macierzyństwa. Nic! Kochająca matka jest dobrą matką, nawet, jak sobie z tym czy z tamtym nie radzi. Koniec tematu. Dlatego jak już zawodzą wszystkie sposoby, kupujemy mleko w puszce i karmimy. Na mleku takim wychowały się tysiące zdrowych dzieci. Moja córka jest jednym z nich. Zdrowa, rumiana i dokuczliwa mała wiedźma, za którą życie oddam. Jakie są zalety karmienia flachą? A takie:

– mleko modyfikowane jest bardziej sycące, więc dziecko dłużej może pospać nie budząc się co chwila z głodu
– karmienie przebiega szybciej, bo picie z butelki jest łatwiejsze i szybsze
– karmić może każdy, a przy dziecku przydaje się każda pomoc, tak więc tatusiom wytrącamy argument z ręki w kwestiach karmienia o trzeciej nad ranem
– mama może już jeść co chce, o ile ma czas sobie coś ugotować
– oszczędzamy własne piersi, których kondycja i wygląd mogą uatrakcyjnić wieczór podczas starania się o kolejne dzieci

Wady? Są, a jakże: skład mleka modyfikowanego, wbrew zapewnieniom producentów, nigdy nie jest identyczny z mlekiem mamy. Mieszanka nie jest darmowa, a niektóre są wręcz nieludzko drogie. Trzeba już o niej pamiętać wybierając się gdziekolwiek z dzieckiem, a piersi ma się raczej zawsze przy sobie.

2. Przechodzenie z karmienia piersią na karmienie mlekiem modyfikowanym.
Czasem kobieta chce, a czasem musi zakończyć laktację. Powodów jest jak zwykle wiele: chęć odpoczynku po miesiącach karmienia godzinami, dyskomfort, chęć powrotu do wolności jedzenia wszystkiego co smakuje, powrót do pracy, alergie i nietolerancje u dzieci. Wszystkie te powody są ważne i należy kobietę zrozumieć. Niektóre dzieci bez problemu łapią smoka i z zadowoleniem chłepcą mieszankę z butli. Są też na świecie bardziej oporne egzemplarze i tym należy pomóc, albo je jakoś przechytrzyć. Przechodzenie na butelkę trwa czasem tygodniami, dlatego musi to być świadoma decyzja mamy i od mamy wymagana jest konsekwencja w działaniu. Nie ma sensu przyzwyczajać dziecka do butelki, by w chwilach słabości znowu wrócić do piersi, bo wtedy cały wysiłek idzie na marne.

Jak to zrobić „bezboleśnie”, bez awantur i bez buntu maluszka? Nie ma złotego środka, każde dziecko jest inne i każde wymaga zastosowania innych trików. Oto kilka najpopularniejszych:
– zastępowanie jednego karmienia piersią w ciągu dnia butelką.
Najlepiej wybrać posiłek, który jest dla dziecka najmniej „ważny”, czyli porę, kiedy dziecko jest najmniej głodne. Głodny maluch jest marudny i rozdrażniony, wtedy lepiej go nie denerwować dodatkowo czymś nowym. Stopniowo można zastępować butelką coraz większą ilość posiłków. Wieczorne karmienie najlepiej zastępować na koniec, bo przed snem dzieci bardzo potrzebują bliskości, co początkowo zapewnia pierś mamy, później czytanie bajek.
– podstępne wsuwanie smoczka do buzi dziecka po krótkim karmieniu piersią.
Gdy maluszek już chwilę possie, delikatnie wysuwamy brodawkę z buzi i zastępujemy smoczkiem. Mleko przez smoczek leci łatwiej, więc większość dzieci chętnie przystaje na tę zmianę. Można początkowo karmić butelką napełnioną własnym pokarmem, po to tylko, żeby dziecko przyzwyczaić do smoczka.
– niech karmi tata.
Niech dziecko kojarzy pierś wyłącznie z mamą. Jak karmi tata, zawsze jest butelka. Jak już się do butelki przyzwyczai, niech również mama pokarmi maluszka mieszanką.
– wybierz czas spokojny i bezstresowy.
Na zmiany w karmieniu nie wybieraj czasu, kiedy dziecko ząbkuje, choruje lub jest po chorobie. Niech czas zmiany będzie wolny innych stresów.
– posmaruj brodawkę np. sokiem z cytryny lub zaklej ją plastrem tak, aby maluch nie mógł jej znaleźć.
To może być dobra motywacja do picia przez smoczek.
– dopajaj dziecko wodą już od urodzenia.
Noworodek nie potrzebuje pić wody, wszystko, czego potrzebuje, jest w mleku mamy. Chodzi jedynie o to, by dziecko przyzwyczajać do butelki, wtedy zakończenie karmienia piersią ma szansę odbyć się zupełnie bezstresowo. Dziecko przyzwyczaja się również do smaku wody i wtedy, gdy już jest większe i może zupełnie pić co chce, najlepiej, by była to właśnie woda. Dajemy oczywiście małą ilość, dosłownie dwa, trzy łyczki.
– nie chodź wydekoltowana przy dziecku.
Brzmi zabawnie, ale dzieci wcale nie są głupie. Wiedzą, gdzie są piersi matki i do czego im służą. Nie ma sensu przypominać o piersiach, jak przechodzimy na butelkę, to dodatkowy stres dla dziecka, po co sobie dodatkowo komplikować.

Aby łagodnie zakończyć laktację, należy odciągać pokarm tylko tyle, aby poczuć ulgę. Z czasem produkcja pokarmu ustanie całkowicie.
Nie ma co zniechęcać się po pierwszych niepowodzeniach i protestach ze strony dziecka. Trzeba próbować do skutku. Warto też przetestować różne mieszanki, niektóre po prostu bardziej dzieciom smakują, inne mniej.

Nie zjadła. Rozbebrała tylko.

3. Kolejnym etapem w żywieniu niemowlęcia jest rozszerzanie jego diety.

Temat rzeka. Mamy przeczesują internet i rozpytują po koleżankach co i jak. Jak tu wprowadzać nowe pokarmy, aby nie skrzywdzić dziecka? Wbrew pozorom sytuacja nie jest tak skomplikowana, jak się wydaje.

Kiedy zacząć rozszerzać dietę?
Przedział wiekowy rozszerzania diety jest bardzo szeroki, więc nie ma co się stresować, że dziecko jeszcze nie jest zainteresowane nowymi pokarmami (a przecież powinno!), ani, że zrobimy to zbyt późno. Rozszerzanie diety powinno nastąpić pomiędzy 17, a 26 tygodniem życia dziecka. Sygnałem, że maluszek jest gotowy na tę rewolucję jest zainteresowanie dziecka jedzeniem dorosłych. Moja córeczka, gdy tylko zaczynałam coś jeść, wgapiała się we mnie szeroko otwartymi oczami i śledziła każdy mój ruch. Nie było wątpliwości, że chce gryza.

Co podawać na początek i w jakiej formie?
Ja postanowiłam się nie zadręczać i podawałam słoiczki. Plusem takiego rozwiązania jest to, że nie stoi się przy garnuszku w celu przyrządzenia łyżki papki, odpada również zastanawianie się, co wolno dziecku podać, gdyż uznani w świecie producenci żywności dla niemowląt sami za nas o tym już pomyśleli.
Są jednak mamy, które wolą same gotować dla swoich dzieci i ja te mamy podziwiam. W natłoku obowiązków niełatwo wygospodarować na to czas. Co więc mogę doradzić tym mamom? Są dwie drogi. Jedna dla tych, które potrzebują autorytetu, którego mogą posłuchać, druga dla tych bardziej wyluzowanych i ufających własnej intuicji. Droga pierwsza: zobacz, co znajduje się w gotowych słoiczkach i gotuj to samo. Droga druga: dawaj typowe w naszej strefie klimatycznej pokarmy w obojętnie jakiej kolejności. Warunek: mięciutkie i zmiksowane.
Dlaczego kolejność produktów nie ma znaczenia? Bo nie ma. A co to za różnica, czy niemowlę spróbuje najpierw marchewkę, a dopiero później ziemniaczek? Próbujcie po kolei, co tam macie w domu, dynie, ziemniaki, brokuły. Takie jest doświadczenie moje i całej ludzkości. Niemowlęta i małe dzieci na całym świecie dostają do jedzenia to, co jest w danym regionie popularne. Na południu Europy są to cytrusy, w Afryce jest to mleko zmieszane z krwią bydła i masło, w rejonach arktycznych jest to olej z foki i steki z wieloryba oraz surowe mięso, w Ameryce Południowej – kawa (tak!). Wszystkie te dzieci rozwijają się prawidłowo. Osobiście nie podałabym swojej córce takich rarytasów, nawet jeśli jakiś masajski niemowlak najbardziej na świecie lubi objadać się krowim „krwio-mlekiem”. Te przykłady przytaczam jedynie po to, by uspokoić rozemocjonowane mamy, wlać pokój w ich zatroskane serca i zachęcić do karmienia swoich dzieci bez zbędnego stresu.

Ile takie polskie niemowlę zjada? Nie liczcie na to, że dziecko zje od razu kilka łyżeczek zmiksowanej dyni. Nie ma szans. Tak naprawdę nie chodzi przecież o zaspokojenie głodu, a o to tylko, żeby organizm dziecka przyzwyczajał się do smaków i konsystencji jedzenia. Dziecko musi nauczyć się mamlać papkę, gryźć, żuć, połykać i trawić. Moja córka początkowo zjadała tylko pół łyżeczki marchewki. Startowała oczywiście do wielu łyżeczek wielokrotnie, ale jakby policzyć to, co autentycznie zostało połknięte, to wyszłoby akurat tak. Takie są początki i nie ma co się przejmować.
Początkowo nie powinno się mieszać warzyw ze sobą. Łatwo wtedy o diagnozę, co dziecko uczula i co dziecku smakuje. Jak nie smakuje teraz, to próbować za jakiś czas. Jak uczula teraz, to próbować za jakiś czas. Nie bójcie się tych uczuleń. To nie są wstrząsy anafilaktyczne. Zazwyczaj objawiają się krosteczkami na buzi, które szybko znikają. Do warzywek stopniowo dodajemy jajka (nie ma znaczenia, czy najpierw białko, czy żółtko, czy razem), mięsko i rybkę. W miarę upływu czasu przechodzimy z papek na większe kawałeczki. Obserwujemy, czy dziecko radzi sobie z gryzieniem i żuciem, jeśli nie, próbujemy później. Rozszerzanie diety nie ma nic wspólnego z ilością ząbków w dziecięcej buzi. Niektóre dzieci w wieku dwunastu miesięcy mają jedynie dwa dolne siekacze. Nie można ich skazywać na głód przecież. Dzieci doskonale dają sobie rade bez ząbków, miażdżąc jedzenie dziąsłami.

Których produktów nie podawać na początek, chociaż są u nas popularne?
Lista nie jest długa: mleko krowie, miód (jest naturalnym antybiotykiem), grzyby (samodzielnie zbieranych osobiście nie polecam nikomu), podroby.

BLW (Baby Led Weaning), czyli Bobas Lubi Wybór.
Rozszerzanie diety dziecka w ten sposób polega na pomięciu etapu papek i podawanie dziecku większych kawałeczków jedzenia (mięciutkich!), które może sobie samo wziąć do rączki i zjeść. Dziecko musi już wtedy pewnie siedzieć. Osobiście nie stosowałam tej metody ze względu na ryzyko zadławienia, jakoś tak mi to chodziło po głowie. Nie bardzo miałam również ochotę gotować kilka warzyw na raz, aby Kasia mogła sobie coś wybrać i wetrzeć we włosy. Nie miałam do tego cierpliwości. Klasyczna metoda przemawia do mnie bardziej, ale jeśli któraś mama ma ochotę na BLW, to jest to jak najbardziej dobre rozwiązanie dla niej i jej dziecka. Mama też lubi wybór.

Uczenie samodzielnego jedzenia niemowląt jest możliwe również bez stosowania BLW. Ja dawałam córce łyżeczkę, jedzenie w miseczce i pozwalałam na wszystko. Jedzenie było oczywiście rozmazane na całym dziecku i wokół, łyżeczka szybko okazywała się zbędna, ale po pierwsze, jest to etap nieunikniony, po drugie, jest to szansa na naukę samodzielności, po trzecie, jest to element poznawania świata i zabawy. Jak już miałam tej zabawy i poznawania świata dosyć, karmiłam córkę sama, żeby cokolwiek miało szansę zostać zjedzone.

Zjadła. Bo to było mięcho z sosem.

4. Dieta starszych dzieci.
O ile karmienie niemowlęcia wydaje się jeszcze do ogarnięcia ze względu na to, że podstawą ich diety jest mleko, o tyle posiłki starszych maluchów przyprawiają niektóre matki o siwiznę. Dlaczego? Bo dzieci nie lubią tego i tamtego, bo jedzą za mało albo wcale, bo nie wiadomo ile powinny jeść. Tutaj też teoria mocno rozmija się z codziennością i zjawisko to występuje w każdym domu, w którym są dzieci. Po kolei więc.

Ile posiłków i w jakiej ilości jedzą wasze dzieci, wiek 2-3 lata?
Teoria: 5 posiłków dziennie (śniadanie pierwsze i drugie, obiad, podwieczorek i kolacja). Ilości: na każdy rok życia dziecka podaje się jedną łyżkę głównego składnika posiłku. Czyli dwulatek dostaje na obiad przykładowo dwie łyżki ziemniaków, mięsko o objętości dwóch łyżek i tyle samo warzyw.
Praktyka: moja córka potrafiła wypić na pierwsze śniadanie butlę mleka, przed południem zjeść lub nie zjeść pół parówki, później długo długo nic, a na kolację dziubnąć łyżeczkę zupy. Przez długie godziny pomiędzy posiłkami żywiła się światłem i własnym oddechem (mimo to zawsze była okazem zdrowia o nadludzkiej odporności na choroby). Zgrzytałam zębami widząc to. Ale cóż miałam zrobić? Pozostało mi jedynie przez ostatnie 2,5 roku moje dziecko obserwować, myśleć i wyciągać wnioski. Wnioski są proste, jak konstrukcja cepa:

– dzieci jedzą tyle, ile potrzebują. Zazwyczaj potrzebują mniej, niż nam się wydaje. Posłużę się własnym przykładem. Jestem egzemplarzem dość niewielkim i chudym o wadze 46-48 kg w zależności od ilości zjedzonych gołąbków. Na śniadanie wystarczają mi zazwyczaj 2-3 kromki chleba z masłem i bajerami. Oczekiwałam od mojej córki, że zje na śniadanie jedną taką kanapkę. Ale czy 10 kilogramowe dziecko musi zjeść całą kanapkę? Jedna kanapka to czasem połowa mojej porcji, a jestem prawie pięć razy cięższa! Oczywiście jedzenie to nie matematyka, a dzieci potrzebują więcej kalorii na kilogram masy ciała, niż dorosły, bo intensywnie się rozwijają, ale takie porównanie powinno rozwiać wątpliwości. Roczny maluch może zjeść pół kanapki i będzie okej. Nawet jak nie zje tyle, to też nie umrze z głodu.
U niemowląt jest podobnie. Porcje mleka wypisane na puszkach są jedynie orientacyjne. Dziecko pije tyle ile potrzebuje i nie ma co porównywać z innymi dziećmi. Moja córka zawsze piła mniej, niż nakazywały jej puszki.
Jednym z podstawowych wskaźników prawidłowego odżywiania jest waga dziecka. Jeśli przybiera prawidłowo i nie wykazuje oznak choroby, nie ma co rwać sobie włosów z głowy. W starszym wieku jednak nawet waga nie jest już 100% wyznacznikiem zdrowia. Moje dziecko w wieku 11 miesięcy ważyło 10,5 kilo. Rok później – tyle samo. Zachodziliśmy w głowę, jak to możliwe. Wyrastała z ubrań, nabierała tłuszczyku na nóżkach i pod bródką, a waga stała w miejscu przez kilkanaście miesięcy. Podejrzewałam już, że organizm córki zjada własne narządy. Bilans dwulatka bez zarzutu. Lekarz tylko na córkę i na nas popatrzył: matka mała chuda, ojciec duży chudy, córka duża chuda. „Będzie modelką” – stwierdził. Ostatnio skoczyło o kilogram. Uff…
– dzieci mają fazy kulinarne. Moje dziecko przez kilka miesięcy jadło tylko jajecznicę, była też faza na suche bułki bez niczego, na parówki, wcześniej na zupki normalne, teraz tylko zmiksowane (widoczne elementy zupy nie są konsumowane). Kiedyś zjadała najkwaśniejszy bigos, teraz mdli ją na widok kapusty. Wierna jest jedynie mięchu z sosem i ziemniakom.
– pewnych potraw dziecku nie wmusisz nigdy. Nie próbuj, nie nalegaj, nie walcz. Po co? Toż to przegrana walka. Ja osobiście, osoba dorosła, wykształcona i rozsądna nie znam smaku maślanki, śmietany (tak!), flaków, tatara, ani zsiadłego mleka. Rzeczy te towarzyszyły mi całe życie, a mimo to do ust nie wzięłam. Czemu? Bo tak. Bo są niedobre. Skąd to wiem? Bo wiem. Śmietany w domu używam, flaki też gotowałam, gościom smakowały. Ja nawet nie skosztowałam przyprawiając. Na czuja gotowałam. Natomiast nie brzydziłam się skosztować ślimaków ani ośmiorniczek, fakt, że mi nie przypasowały, ale jadłam. Śmietany nigdy. No i pomyśl teraz, dlaczego dziecko miałoby zachowywać się inaczej? Odpuść babo.
– dzieci czasem całe dnie obywają się bez jedzenia. Taki stan może trwać jeden dzień lub kilka dni. U mnie takie fazy oczywiście też miały miejsce. Kiedyś się martwiłam, teraz tylko obserwuję. Mam taką osobistą zasadę opartą jedynie na intuicji, że do trzech dni bez jedzenia nie oznacza niczego złego. Czwartego dnia już bym się zaniepokoiła. Tutaj każdy niech słucha sam siebie, bo własne dziecko zna się najlepiej. Ważne jest jednak, żeby dziecko dużo piło. U nas oprócz faz na post zupełny są też fazy częstszych i obfitych posiłków. Raz nawet usłyszałam od swojej córki „głodna jestem”! Po dobrze i prawidłowo przejedzonym dniu! Jak to w życiu, raz tak, raz siak.

Nie zjadła. Narobiła jedynie dziur w galaretce.

Dlaczego dzieci nie jedzą lub jedzą ledwo co?

– bo nie są głodne. Nie są i już. Mój mąż przez całe dzieciństwo prawie nic nie jadł. Nigdy nie był głodny, chociaż aktywnie spędzał czas z kolegami na podwórku. Każdy posiłek rodzice musieli w niego wmuszać. Zawsze był szczupłym, zdrowym i pogodnym dzieckiem. Żyje do dziś. Ja przez całą podstawówkę nigdy nie zjadałam kanapek przygotowanych przez mamę, oczywiście się do tego nie przyznawałam. Mój pierwszy posiłek w ciągu dnia to był albo obiad w szkole (ale ubłagałam mamę, żeby nie wykupywała), albo obiad w domu po południu. Również byłam szczupłym i zdrowym dzieckiem, wysportowanym i aktywnym.
– bo chorują lub nie czują się dobrze. Kto podczas choroby ma ochotę na coś więcej, niż święty spokój? Dorosły to jeszcze na siłę coś zje, dziecko nie zna tego mechanizmu. Powodem złego samopoczucia, które też nie zawsze jest takie widoczne dla rodzica, może być chociażby dawno nie robiona kupa. Trudno wciskać w siebie jedzenie, gdy brzuszek dziecka jest pełny.
– bo jest upał. Wtedy nikt nic nie je. Trzeba pić, pić i jeszcze raz pić.
– bo są czymś zajęte i zapominają o jedzeniu. Mieliśmy tak zawsze, gdy odwiedzaliśmy znajomych lub rodzinę. Córka z natłoku wrażeń nie dała w siebie wmusić butelki i na głodniaka szła wieczorem spać.
– bo im coś nie smakuje. A tobie wszystko smakuje? Jak byliśmy w fazie słoiczkowej, pilnowałam się, żeby w składzie nie było groszku. Maluch jak tylko wyczuł groszek, było po obiadku. Czasem foch trwał wiele godzin, zanim córa zdecydowała się zjeść cokolwiek.
– bo ząbkują. Bolące dziąsła to koszmar. Nic nie da się zjeść, nawet smoczek w buzi powoduje ból. Można próbować dawać mleko aplikatorem od syropku, albo miękką łyżeczką, chłodne jogurty, kaszki. Albo wyciskać soki z warzyw i owoców i dawać. Zawsze to jakieś kalorie. A jak do tego dochodzi temperatura, to koniec. Nie ma jedzenia, jest marudzenie.
– jedzą, jedzą, tylko ty tego nie zauważasz. Dziecko zjadło kawałeczek czekolady? Jabłuszko? Chrupek? Loda? Wypiło sok przecierowy? To oczywiście żaden poważny posiłek, ale to są przecież przyjmowane kalorie. Dla ciebie dwie kostki czekolady to nic, ale dla dwulatka to zamulenie żołądka na długie godziny.
– bo mają zaburzenia łaknienia. Osobiście spotkałam kiedyś jedną mamę w przychodni z dwu-, może trzymiesięcznym maluchem, który z dnia na dzień przestał jeść i tak to trwało kilka dni. Ani piersi, ani butli. Nic. Próbowała mu na moich oczach wcisnąć smoczek do buzi, a ten tylko zacisnął usta i nie było sposobu wcisnąć mu tam czegokolwiek. Nie wiem, jak się ta historia zakończyła, ale w takim wypadku też poszłabym do lekarza.

Jak zachęcić dziecko do jedzenia?

Każdy rodzic musi wypracować własne triki, którymi przechytrzy swoje dziecko. Jest kilka uniwersalnych sposobów, które sprawdzają się także u nas:

– po pierwsze nie zniechęcam. Staramy się jeść razem przy stole, ale nie zawsze się to udaje. Z kulturą spożywania posiłków na razie odpuściłam. Dziecku jedzenie nie może kojarzyć się z przykrością, a na zachowanie się przy stole ma czas. Łamię psychologicznie poprawne zasady i jemy czasem na podłodze, na schodach lub przy bajkach. Przy bajkach nie można, bo dziecko musi jeść świadomie, inaczej może zaksztusić się przez nieuwagę. Mojej córce akurat to nie grozi. O, co to, to nie. Moje dziecko, choćby nie wiem co oglądało, zanim weźmie porcję jedzenia do buzi, kilka razy sprawdzi, czy nie przemycam niedozwolonych składników.
– nie wciskam jedzenia na siłę. Nie biegam za córką z łyżeczką. Nie chce, to nie je. Póki co, żyje i ma się dobrze.
– uatrakcyjniam posiłki i robię to, co lubi dziecko. Banana nie zawsze zje, ale banana pokrojonego w plasterki ułożone w pociąg na jej ulubionym talerzyku zje zawsze. Mięsko podane w kubeczku dla lalek zje zawsze, używając do tego łyżeczki dla lalek. Jak nie chciała zjeść parówki normalnie, to zjadła plasterki ułożone w pociąg. Kromkę chleba wycinam w różne kształty według życzenia, albo jest to kwadrat, albo trójkąt, albo wycinam dziurę na środku. Czasem wystarczy coś inaczej nazwać. Córka moja czasem domaga się padliny, bo padlinę jedzą dinozaury z jej ulubionej bajki, w związku z czym ona też chce. W roli padliny obsadzam różne mięsa.
– ruch i aktywność. Po kilku godzinach na podwórku, placu zabaw lub rowerku mało które dziecko nie zgłodnieje. U nas wtedy pada pytanie „co jemy?”. Nierzadko jemy padlinę.
– jemy czasem na mieście. Moja córka łapczywie pożera parówkę XXL z hot-doga, w domu taka parówka nie miałaby szans. Jedzenie na mieście to atrakcja, coś nowego, inaczej podane, luźna atmosfera. Jeśli fast foody, to z głową. W każdym mieście są takie, gdzie jest świeżo i smacznie.
– spokój, spokój, spokój. Spokojny dom to spokojne dziecko, nie pobudzone, nie zdenerwowane. Ssie pierś, ciamka butelkę, napycha łapkami gulasz do buzi.

Na koniec – pożegnanie z butelką.
Kilkunastomiesięczne dziecko można powoli oduczać picia z butelki. Służą temu kubki niekapki, kubki 360, bidony, zwykłe plastikowe kubeczki. Trzeba próbować różnych opcji, dziecko zawsze znajdzie coś dla siebie. Dobrym sposobem jest podawanie dziecku w butelce jedynie wody, bardziej atrakcyjne napoje natomiast podajemy w kubeczku. To zazwyczaj pomaga. Niestety nie u nas. Moja córka uwielbia wodę. Pije ją ze wszystkiego. Ma 2,5 roku, ale nadal lubi pić z butelki, a ja jej tego nie zabraniam. Dlaczego? Bo umie pić też z kubków, talerzy, wiaderek, przez słomkę, łyżeczką. Nie boję się więc, że sobie nie radzi. Ale poranne mleczko najchętniej wypija z butelki na kolankach u mamusi. Daje jej to poczucie bezpieczeństwa, lubi się przy tym przytulić, potrzebuje tego rytuału. Potrzebuje, więc jej to zapewniam. Przyjdzie czas, to porzuci butelkę całkowicie.

A na koniec końców linkuję do bardzo profesjonalnie prowadzonego bloga mamaginekolog.pl Znajdziecie tam absolutnie wszystko na temat żywienia dzieci i rozszerzania diety, temat ujęty naukowo i bardzo przystępnie. Chciałabym umieć tak pisać…

 

Tradycyjnie pozdrawiam i ściskam mamusie. Artykuł publikuję w Dniu Matki, więc słowami mojej najedzonej córeczki składam wam Mamy życzenia takich właśnie wzruszeń. Dla takich chwil warto żyć!

PS: mikroskopijny telewizor na ogromnym statywie oznacza tylko to, że w nasz prawdziwy pier…ł piorun i zawiesiliśmy to coś, zanim sprowadzimy nowy sprzęt.

 

Buziaki!!!

 

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

13 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *