Świat dziecka

Dbajcie koniecznie o zęby mleczne!

Należę niestety do pokolenia, dla którego pielęgnacja mlecznych zębów nie była w ogóle tematem. Czterdzieści lat temu rodzice nie zdawali sobie sprawy z tego, że mleczne zęby wymagają w ogóle jakiejś pielęgnacji. Dlatego mało który czterdziestolatek może dziś pochwalić się uśmiechem Krzysia Ibisza (choć to akurat nie tak całkiem źle…). Większość z nas ma zęby połatane jak stara kapota, o ile ma jeszcze własne. Mam to szczęście mieć jeszcze swoje zęby z podstawówki, pomimo, że pamiętają one czasy, gdy do mycia zębów służył jakiś proszek o smaku proszku do prania. Na szczęście dla wielu, współczesna inżynieria gębowa potrafi zrobić uśmiech Ibisza każdemu, kto ma na to ochotę i fundusze, a nawet ci mniej zamożni dostaną nie najgorszy jakościowo odlew.

Do rzeczy więc. Skąd się biorą zęby? Zawiązki zębów mlecznych tworzą się już w 7 tygodniu życia płodowego. Jeśli się nie zawiążą, nie wyrosną zęby. Jeśli się zawiążą, a tak zazwyczaj bywa, mleczaki zaczynają się wyrzynać około szóstego miesiąca życia dziecka. Wyrzynają się w określonej kolejności, najpierw dolne jedynki, później górne, później idzie jak burza, nie wiadomo kiedy i są wszystkie gotowe do gryzienia kolegów w żłobku. To oczywiście prawda jedynie orientacyjna, bo rzeczywistość bywa bardziej pokręcona, i co do czasu wyrzynania się zębów i co do kolejności. Przykład mojej córki i jej koleżanek ze żłobka: córce wyszły dolne jedynki, gdy miała siedem miesięcy, w wieku dwunastu miesięcy miała chyba z osiem zębów, pełen garnitur uformowała zanim skończyła 2,5 roku. Jej koleżanka miała pierwsze zęby w wieku trzech miesięcy, a zanim skończyła rok miała już dwadzieścia zębów. Czyli wszystkie. Druga koleżanka w wieku dwunastu miesięcy miała tylko dolne jedynki, teraz ma 2,5 roku i nowe zęby nadal rosną. Wszystkie trzy panny mieszczą się w normie. Tak po prostu jest z zębami. Nie ma się co martwić, jeśli roczne dziecko ma tylko dwa ząbki, bo spokojnie da sobie radę z jedzeniem. Maluchy maja tak dużą wprawę w wielogodzinnym mamlaniu rzeczy jadalnych i niejadalnych, że nawet przypalony kotlet są w stanie przy pomocy dwóch jedynek jakimś cudem zjeść. Widziałam, wiem.

Wyrzynanie się ząbków jest sprawą indywidualną także jeśli chodzi o ból z tym związany. Odkąd moja córka w wieku trzech miesięcy zaczęła produkować hektolitry śliny, zaglądałam jej do gęby w poszukiwaniu oznak ząbkowania. Zęby pojawiły się nagle, bez bólu, bez obrzęków, bez biegunek, zaparć, bez niczego. Z dnia na dzień. Jak zaczęły wyrzynać się kolejne, po kilka na raz, było już gorzej, chociaż też nie tak najgorzej. Dziecko po prostu czuło ból, który udawało się nam ukoić jedynie Ibufenem i Paracetamolem. Wszelkie żele, maści, kropelki – to się nadawało jedynie do wiadomo czego. Tak udało się nam przetrwać.
Nie wszystkie dzieci mają tyle szczęścia i cierpią tygodniami. Wyrzynanie ząbków to nie tylko pojawienie się ich nad dziąsłem, zanim wyjdą, muszą się w dziąsłach rozpychać i właśnie to rozpychanie tak boli. Czasem na tygodnie przed pojawieniem się ząbka, pojawia się krwiak na dziąsełku. A ponieważ w czasie, kiedy zazwyczaj dzieciom wyrzynają się ząbki, dzieci tracą powoli wrodzoną odporność, stąd stany zapalne, infekcje (czyli zazwyczaj katar), osłabienie związane dodatkowo z zaburzeniami snu, nerwowością, brakiem apetytu. Całe spektrum atrakcji, w którym biorą udział także rodzice, głównie nie śpiąc po nocach.

Pierwsze ząbki, jak tylko się pojawią, trzeba bezwzględnie pielęgnować. Niektórzy radzą, żeby przecierać dziąsełka malucha jeszcze zanim pojawią się mleczaki, ja przyznaję, że ten proceder pomijałam, trochę z nieświadomości. Ale jak tylko pojawiły się jedyneczki, kupiliśmy szczoteczkę o najmniejszym kalibrze, pastę odpowiednią dla maluszków i codziennie myliśmy ząbki. Myjemy do dzisiaj. W myciu zębów ważne są dwie sprawy: zdrowie i higiena oraz przyzwyczajenie dziecka do tego, że „przy zębach ciągle coś trzeba robić”. Tak twierdzi moja dentystka. Babka jest stomatologiem w szkole i ze zgrozą stwierdza, że siedmiolatkom nie można nawet przeglądu zrobić, bo nie dają sobie niczego do buzi włożyć. Żadnych lusterek, nic. Nie są przyzwyczajone do tego, że jakiś człowiek wkłada im paluchy między zęby, bo rodzice nigdy im zębów nie myli, a i one same nie maja tego w zwyczaju. Niestety są jeszcze tak nieuświadomieni rodzice.

Oto kilka zasad pielęgnacji ząbków mlecznych:

1. Kupujemy szczoteczkę i pastę odpowiednią do wieku. Szczoteczka miękka, pasta z fluorem. Te dla dzieci mają odpowiednią ilość fluoru, nie ma co przesadnie analizować.
2. Aby operacja była skuteczna, ząbki myją rodzice. Dzieciom też trzeba pozwalać, muszą się uczyć i przyzwyczajać, muszą wyssać pastę, wyżuć i wymemłać szczoteczkę. To u maluchów normalne. Nie zatrują się pastą, ale też nie ma co pozwalać, by zżerały całe tuby pasty na raz. Jak już dziecko pobawi się w mycie zębów, mama poprawia i szoruje dokładnie.
3. Myjemy przynajmniej raz dziennie przed pójściem spać. Po myciu do picia dajemy najlepiej tylko wodę. Uwaga: po zjedzeniu kwaśnych potraw (np. owoców) lub wypiciu kwaśnych soków, napojów gazowanych, musimy z myciem poczekać ok. pół godziny, aby nie doprowadzić do erozji szkliwa.
4. Dziecko niechętne do mycia ząbków musimy niestety złamać psychicznie. W tym temacie nie można odpuszczać. Jak to robić? Jak moja córka się miga, proponuję, że myjemy razem. To prawie zawsze działa. Dzieci uwielbiają naśladować, więc trzeba się niestety podłożyć. Ostatnio młoda uparła się, żeby myć zęby najpierw mi, później sobie. OK., może tak być. Oglądałyśmy też piosenki, na których dzieci myły ząbki, więc dziecko ma świadomość, że cały świat wykonuje tę czynność i nie jest to tylko chory wymysł rodziców. Wszystkie jej lalki i pluszowe zwierzęta usmarowane są pastą, niestety użyto do tego celu mojej szczoteczki. Szczoteczka ojca jest święta i nienaruszona przez lojalną córunię. Mnie córunia potrafi zniszczyć (chcecie poczytać?).
5. Płyny do płukania jamy ustnej przeznaczone są dla dzieci w wieku szkolnym. Wcześniej nie zaleca się ich używania.
6. Nie pozwalamy dziecku zasypiać z butelką soku w buzi. Jak już musi się tego soku napić, to niech się napije, ale butelkę zabieramy. Jeśli dziecku zostawiamy w łóżeczku butelkę, żeby w nocy samo się napiło (niektórzy tak robią), to niech to będzie woda.
7. Na koniec oczywistość: słodycze, napoje gazowane i wszelkie zło – dawać dzieciom w granicach zdrowego rozsądku.

Kiedy do dentysty?

1. Pierwsza wizyta zalecana jest w pierwszym roku życia dziecka i ma na celu zaznajomienie rodziców z zasadami pielęgnacji zębów dziecka. Ja na takiej wizycie nie byłam, byłam za to z własnym zębem do leczenia, gdzie w trakcie polerowania moja dentystka opowiadała mi o tym wszystkim właśnie.
2. Kolejna wizyta powinna się odbyć ok. 2. roku życia dziecka. Jest to wizyta adaptacyjna, mająca na celu oswojenie dziecka z gabinetem dentysty i zobaczenie w dentyście człowieka. Zamierzam poczekać z tym do trzeciego roku, gdy moja córka będzie się nadawała psychicznie do spotkania z dentystą. Póki co, oglądam jej zęby codziennie w celu zlokalizowania ewentualnych nieprawidłowości.
3. Bezwzględnie wtedy, gdy stwierdzamy coś niepokojącego: krzywy zgryz, plamki na zębach (mogą to być początki próchnicy lub nierówna mineralizacja), lub gdy dziecko upadnie grając na flecie i poprzestawia sobie zęby. Takie poprzekrzywiane zęby same się z czasem prostują, a dziecko karmimy papkami, których nie musi gryźć. Moja siostra dwadzieścia lat temu zaliczyła taki upadek. Mimo to olśniewa urodą i lansuje się z sukcesem na Instagramie. Choć w jej przypadku to nie proste zęby akurat najbardziej przyciągają wzrok kolegów.

Przy wyborze dentysty warto posłuchać się koleżanki i pójść do takiego, który ma odpowiednie podejście do dzieci i nie reaguje nerwowo na próby pogryzienia.

Zabiegi stomatologiczne stosowane na ząbki mleczne.

1. Fluoryzacja, inaczej lakierowanie.
Polega na nałożeniu na umyte zęby pędzelkiem preparatu z fluorem.

2. Lakowanie.
Ma na celu ochronę przed próchnicą. Lakuje się zęby, które posiadają bruzdy (przedtrzonowe i trzonowe), polega to na pokryciu bruzd preparatem z fluorem i utwardzenie lampą UV. Zabieg wykonuje się jednorazowo, chyba, że lakier zetrze się lub odpryśnie.

3. Lapisowanie.
Stosuje się na zęby zaatakowane próchnicą. Lapisy hamują jej rozwój, choć jej nie usuwają. Zabieg polega na posmarowaniu miejsc uszkodzonych lapisem i nałożeniu substancji, która utwardzi próchnicę. Minusem tego zabiegu jest ciemne przebarwienie w miejscu nałożenia lapisu, ale lepsze to, niż zmasakrowanie zębów dziecka przez próchnicę.

4. Plombowanie.
Są dzieci, które dają sobie zaplombować zęby, więc warto próbować, bo jest to najskuteczniejszy sposób na pozbycie się próchnicy. Preparaty znieczulające dla dzieci mają często smaki owocowe, a plomby są fajne i kolorowe. Znając moją córkę, nigdy nie zgodzi się na wiercenie w zębach, gdyż panicznie boi się wiertarek i samolotów zdalnie sterowanych, czym ją straszymy, jak się przy czymś niezdrowo i agresywnie upiera.

Już chyba nieczęsto zdarza się dentysta lub rodzic, który do tematu pielęgnacji mleczaków podchodzi lekceważąco, na zasadzie „i tak wypadną”. Zdrowie mleczaków ma ogromny wpływ na kondycję zębów stałych. Zęby stałe mają kontakt z mlecznymi przez kilka lat w dziąsłach, więc wszelkie próchnice i stany zapalne dotykają również zębów stałych, zanim te jeszcze wyrosną. Ale nie ma co panikować, gdy mleczne zęby są trochę krzywe, czy luźno ułożone. To akurat niema wpływu na wygląd zębów stałych. Moje dziecko ma dość luźne ząbki, a moja siostra to już w ogóle, pomiędzy jej mleczaki można było powstawiać drugie tyle zębów. Teraz jako dorosła panna ma normalne zęby jeden przy drugim. Ta zasada dzieła jedynie w przypadku naturalnie ułożonych zębów, dentyści nie wyrywają mleczaków zaatakowanych próchnicą, tylko je leczą, aby nie zaburzyć naturalnego procesu wzrostu szczęk i prawidłowego zgryzu.

Ze zgrozą słucham opowieści dziadków, jak to „w ich czasach” dzieciom robiono smoczki z cukru zawiniętego w szmatkę. Dzieci te, zanim skończyły szkołę, prawie nie miały już zębów. Większość polskich osiemdziesięciolatków nie może pochwalić się uśmiechem Silvio Berlusconiego (ani też jego wyczynami z panienkami).
Musimy równać do lepszych, na Zachodzie dzięki odpowiedniej pielęgnacji zębów problem próchnicy praktycznie nie istnieje. Wizyty u dentysty mają na zazwyczaj charakter kosmetyczny, wszyscy chcą sobie zęby prostować, wyrównywać i wybielać, a nie leczyć kanałowo. Na szczęście świadomość rodziców jest coraz większa. Dzieci myją ząbki, co widać po uśmiechniętych buziach maluchów, a aparat na zębach nie jest już powodem do wstydu. I całe szczęście, bo zdrowe i białe zęby to już nie tylko zaleta, ale oczywistość.

Jeśli ten wpis się wam przydał, to super, wasze maluchy odwdzięczą się wam uśmiechem!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

10 komentarzy

  • Aleksandra Załęska

    Nawyki wdrożone od małego, procentują w przyszłości. Mój syn od maleńkiego był nauczony dbania o zęby i nie mamy z tym problemu 😉 nawet jak nocuje u dziadków i uda mu się ich przekonać, żeby się nie mył, to zęby i tak umyje

  • Sylwia z Młoda mama pisze

    Kiedyś rzeczywiście siwy mniej dbało o zęby. Myć na pewno myłam mleczakiz ale wątpię, żebym tak szybko poszła do dentysty. Więc świadomość rośnie także też odnośnie fluoryzacji. Pamiętam jak w podstawówce przyniosłam zgodę na fluoryzację. Rodzice potraktowali to na zasadzie „wow coś za darmo, pewnie z Unii (wtedy akurat weszliśmy) to musi być super. A dzisiaj już wiadomo, że nadmiar fluoru bardzo szkodzi i o ile taki nowotwór może mało przekonywać, bo jak ktoś już zachoruje to ciężko ustalić przyczynę, to np. przebarwienia na zębach do mnie przemawiają. Ja je mam, na jedynkach i niczym nie jestem w stanie się ich pozbyć, więc dzięki wzrostowi wiedzy wybieram dla córki pasty bez fluoru.

  • Aneta S.

    My dbaliśmy od ząbki od samego początku, starszy synek ma ładne, młodszy niestety ma ogromne problemy- przez inhalacje sterydami ząbki w ciągu kilku dni zaczęły się wykruszać, a szkliwo zrobiło się miękkie. Nikt nam nie powiedział,że po inhalacji trzeba płukać buzię i myć ząbki. Teraz ma ząbki polapisowane i niestety do połowy już wykruszone, na szczęscie tylko cztery.

    • Roksana

      Ja wiedziałam, że niby trzeba płukać ale jakoś nie zgłebiałam tematu i pewnie bym tego nie robiła (nie mieliśmy do tej pory onhalacji sterydami). Po tym co napisałaś, płukanie to będzie PUNKT OBOWIĄZKOWY. Bo o zęby dbamy bardzo, u dentysty jesteśmy kontrolnie od pierwszego roku co kilka miesięcy, nam dentysta powiedział, że warto pokazać się 3 razy do roku. Oboje z mężem mamy „słabe” zęby, chcemy tego oszczędzić dziecku. Kanałowe to żadna przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *