Świat dziecka

Dopiero co zostałaś mamą i już nie dajesz rady? Ten wpis postawi cię na nogi.

Jeśli niedawno zostałaś mamą, jeśli czujesz, że już nie dajesz rady, a na dodatek nie masz się komu wyżalić – ten wpis jest właśnie dla ciebie.

Sama sobie czasem nie radziłam, ale udało mi się wypracować kilka sposobów na niezwariowanie, którymi chcę się z tobą podzielić. Do czytania będzie dużo, ale i temat jest poważny. Pozwól najpierw, że się uwiarygodnię i udowodnię, że jestem taka jak ty i wiem, o czym piszę. Piszę o twoich problemach i moich zarazem.
Mieszkamy z mężem sami, w pięknym miejscu, ale na odludziu z dala od miasta. Do pomocy przy córeczce mieliśmy tylko siebie, rodzice nasi daleko i bez możliwości zaopiekowania się wnuczką nawet na chwilkę. Mąż cały dzień w pracy, po pracy zmęczony (co rozumiem, bo pracujemy razem i pracę tę znam). Ja po całym dniu zajmowania się córką i domem też miałam dość, a w perspektywie jeszcze nocne wstawanie. Nie mam gosposi, ani sprzątaczki. Mam dwa psy i kota. Mało pomocni raczej. Dziecko urodziło się pod koniec października, więc nawet przyjemne wyjście do ogródka nie wchodziło w grę. Pic, wiatr i śnieg. Tak zaczynałam bycie mamą. Dalej było ciekawiej. Mąż wziął miesiąc urlopu, by mi pomagać, ale po tygodniu zachorował na zapalenie oskrzeli. Większość tego czasu przeleżał w łóżku, a gdy czuł się lepiej, to w kuchni trochę pomógł. Do noworodka się nie zbliżał, wiadomo. Gdy córka miała dwa tygodnie, nie wiadomo jak i kiedy, mój pies omal nie wykłuł sobie oka. Ostra infekcja w obu oczach. Więc ja, przecięta na pół po cesarce, opiekowałam się dzieckiem, mężem i psem, jeździłam do weterynarza i dawałam psu antybiotyki (przez całą dobę co trzy godziny rygorystycznie i bezwzględnie, jeśli pies ma nie oślepnąć). W nocy najpierw wstawałam do dziecka, karmiłam, budziłam psa, budziłam męża, żeby mi potrzymał psa i zakraplałam psu oczy. Trwało to jakieś dwa miesiące. Nachodziły mnie czasem myśli, że chyba jednak nie wyrabiam.

Twoje początki były zapewne takie: po miesiącach oczekiwania, radości, urządzania pokoju dla malucha i kompletowania niezbędnych sprzętów i gadżetów, w końcu zostajesz mamą. I od razu – łup! Jakby cię ktoś w głowę tępym narzędziem walnął. Od tej pory nie rozumiesz już otaczającej cię rzeczywistości. Niby miałaś świadomość nieprzespanych nocy, ciągłego karmienia i niemowlęcych skłonności do płaczu. Ale wiedzieć to jedno, a odczuwać na własnej skórze, to już inna sprawa. Na dodatek dzieje się wokół wiele rzeczy, o których ani mama, ani siostra, ani internetowa doradczyni ci nie powiedziały.
Co się dzieje? A to, że wbrew zdrowemu rozsądkowi i naukowej prawdzie, noworodek ma niezwykłą zdolność nie spania w ogóle. Dzieje się to, że nie masz czasu na sen, na kanapkę, na pranie, gotowanie, ani, co dziwne, nawet na zajmowanie się dzieckiem. Robisz wszystko na raz i nic nie jest zrobione. Ni ma którędy przejść do pokoju obok. Jeśli już nawet masz potrzebę chwili bliskości z ukochanym partnerem, to i tak dają o sobie znać rany, rozcięcia, luzy tam i siam, wiadomo gdzie, blizny i obawy przed zdjęciem stanika do karmienia, bo tylko dzięki niemu i wkładkom laktacyjnym nie masz wiecznie mokrej koszulki. Nawet jeśli on to rozumie, to ty sama tego nie rozumiesz. Efekt tego wszystkiego jest taki, że po miesiącu-dwóch od pojawienia się w twoim domu maleństwa, które przecież kochasz, płaczesz częściej i głośniej, niż ono. Nawet, jeśli nie dopadła cię depresja poporodowa. Nienawidzisz swojego wyglądu i fizjologii, masz poczucie, że odbierają ci godność. Boisz się napinać przy korzystaniu z toalety w obawie, że wypadną ci wnętrzności, więc nawet zwykłej kupy nie możesz spokojnie zrobić (znajomy fizjoterapeuta ze szkoły rodzenia zdradził nam na to świetny sposób, która mama jest zainteresowana, to pisze mi maila, odpowiem). To jest brutalna rzeczywistość. Ale ten wpis nie jest przecież dla nastoletnich miłośników gier komputerowych.

Oczywiście nie jesteś sama z problemem. Poradniki i internet pomagają zaradzić tym problemom. Czytasz rady w stylu: „zdrzemnij się wtedy, gdy dziecko śpi, „znajdź chwilę dla siebie, pójdź do kosmetyczki, na pilates”, „pozwól sobie pomóc, nie rób wszystkiego sama”, „w wolnej chwili wróć do swoich pasji, pobiegaj, wyjdź na spacer z psem, na rower”. Pięknie. A teraz wróćmy do rzeczywistości.

Podobnie jak ja, nie masz nikogo do pomocy, żadnej mamy, teściowej, siostry. Nawet na godzinę. Jesteś przemęczona, głodna i niedospana. Z pracy wraca głodny i zmęczony mąż i też starasz się go zrozumieć. Albo się nie starasz. Nie wyglądasz ani jak Lewandowska, ani jak księżna Kate dobę po porodzie.
Niestety nie mam dobrych rad na wszystkie problemy dnia codziennego. Słowa, których nienawidziłam momentami, a które ciągle okazują się prawdziwe, to „trzeba to przetrwać”. I faktycznie trzeba. Czasem po prostu nic nie poradzisz. Ale można sobie pomóc trzymając się kilku wykonalnych zasad. Nie tam, że rower, czy kosmetyczka. Nie. Możesz sobie polepszyć samopoczucie, możesz się lepiej zorganizować, możesz nie tracić czasu na rzeczy niepotrzebne. Kilka błahostek potrafi naprawdę ułatwić przetrwanie trudnego czasu macierzyństwa.

To, co z własnego doświadczenia mogę poradzić, streszczam poniżej:

1. Nie wpatruj się w lustro.
Nie analizuj, nie oglądaj, nie dotykaj bez przerwy, nie zamartwiaj się! Po urodzeniu dziecka wszystkie wyglądamy tak samo. Wpatrywanie się w zmasakrowane ciało niczego nie zmieni, a tylko cię pognębi. Po pewnym czasie większość zniszczeń zostaje przez organizm odbudowana, po kilku – kilkunastu tygodniach prawie zapomnisz, jak wyglądałaś zaraz po porodzie. Tylko pamiętaj jedno: codziennie się kremuj. Nacieraj brzuch, uda, piersi. Żadne tam drogie balsamy. Oliwka, cokolwiek, co nawilża (kolejna rada mojego fizjoterapeuty). Może być szybko i niedbale, ale niech będzie.

2. Ogarnij swój wygląd.
Robisz tak: kupujesz kilka t-shirtów oraz nowy kościołowy piękny dres, albo leggins. Jak karmisz piersią – rozpinana bluza. Ma być wygodnie, ale najważniejsze jest to, że nie plączesz się po domu w stuletnim wygniecionym i uplamionym dresie. Plącz się w nowym, współczesnym fasonie. Ja tak zrobiłam, pomogło. Jak tylko słyszałam, że dziecko się budzi z rana, szybko się ubierałam, żeby do południa w szlafroku nie chodzić. Ubierałam się czasem półprzytomna i na siłę, ale nie odpuszczałam. Nie ma plątania się w piżamie!
Druga sprawa: bezwzględnie codziennie się malujesz. Jak popatrzysz do kosmetyczki, od razu pomyślisz: „ no a kiedy mam to zrobić?”. Schowaj więc do szafki wszystkie bajery: brązery, róże, odżywki do rzęs. Nie ma! Zostawiasz w kosmetyczce zestaw ubogi, podstawowy: tusz do rzęs, cienie, kredkę, ewentualnie korektor. Błyszczyk na wyjście do ludzi. Pomalowanie oczu to kilka minut, nawet, jak rozpłacze się w tym czasie dziecko, to nic mu nie będzie. A ty poczujesz się zadbana i nie wyglądasz jak chora na grypę.

3. Zorganizuj sobie wygodne miejsce do karmienia.
Szczególnie na noc. Tak, żebyś miała wokół siebie wszystkie potrzebne rzeczy i tak, żebyś mogła w półśnie spokojnie karmić nie bojąc się, że dziecko wypadnie ci z rąk, gdy przypadkiem zaśniesz, bo jest czwarta nad ranem, a ty wstawałaś już pierdyliard razy.

4. Zorganizuj sobie własną przestrzeń.
Miejsce, gdzie nie ma dziecięcych rzeczy. Tam mają być tylko rzeczy dorosłych. Ten skrawek prywatności pozwoli mózgowi trochę odpocząć. U mnie była to sypialnia. Córki tam nie kładłam na drzemkę, nie spała też z nami w nocy. U ciebie to może być nawet stolik w salonie, albo stół w kuchni. Niech nie stoją tam butelki, soczki, ani podgrzewacze. W tym miejscu masz odpocząć, napić się herbaty, albo kimnąć, jak jest taka możliwość. Przyjdzie czas, że dziecko i tak opanuje cały dom i nie będziesz miała gdzie mieszkać. Na razie jeszcze miej na tym kontrolę.


5. Nakup sobie plastikowych koszyków na akcesoria, graty i zabawki.
Koniecznie niech będą takie same. Wszystkie drobiazgi powrzucane do koszyków, nawet bezładnie, wręcz znikną z pola widzenia. Jak koszyki są takie same, dają wrażenie porządku i nie wyglądają przypadkowo i chaotycznie. Do tej pory uważam to za dobry pomysł. Miałam w domu bałagan bez bałaganu.

6. Nie wpatruj się obsesyjnie w dziecko szukając nieprawidłowości i chorób.
Nie patrz, czy ma dziwny nos, nie analizuj, czy prawidłowo rusza ręką, nie doszukuj się problemów. Jak będzie z dzieckiem naprawdę coś nie tak, to na pewno się zorientujesz. Ja się tak wgapiałam w odstające ucho dwumiesięcznej córki. Teraz na myśl o tym tylko pukam się w łeb. We wszystkim ważny jest zdrowy rozsądek, bo nie można oczywiście całkiem nie reagować, jak coś cię niepokoi.

7. Nie musisz dziecka kąpać codziennie.

A po co? Buduj jego odporność, nie wyjaławiaj skóry. I nie trać niepotrzebnie czasu (o wspomaganiu odporności już pisałam TUTAJ). Z tego samego powodu nie prasuj śpioszków. Odpowiedni proszek do prania wystarczą, by nie podrażnić skóry malucha.

8. Nie sprzątaj więcej, niż musisz.
Jak już masz chwilę, to zjedz, albo sobie siądź na tyłku. Przyjdzie czas, że ogarniesz zaległości. Każdy, kto cię odwiedza i sam jest rodzicem, nie skrytykuje w duchu twojego bałaganu. Ci co nie rozumieją, po prostu cię nie obchodzą.

9. Zaufaj gotowym posiłkom.
Nie musisz gotować wszystkiego sama. Kup czasem gotowe pierogi, surówkę, gołąbki, albo słoiczki dla dziecka. Można kupić rzeczy świeże, nie naszpikowane chemią. Jeśli karmisz piersią, zwracaj baczniejszą uwagę na to, co bierzesz ze sklepu. Jeśli chcesz koniecznie gotować maluszkowi sama, to sprawdź tylko na słoiczkach, co dla danego wieku jest przeznaczone i zrób to samo w domu. Nie przeszukuj internetu w poszukiwaniu szczegółowych diet. Specjaliści od żywienia niemowląt już to za ciebie zrobili i upakowali do słoiczków. Zaoszczędzisz w ten sposób nerwów i czasu. To tylko sytuacja przejściowa, na czas kryzysu, jak życie zacznie wracać do normy, możesz gotować ile chcesz.


10. Kup sobie nosidełko.
Uratowało mi życie. Wózek to zawsze trochę kłopot, nie wszędzie się sprawdzi. Z nosidełkiem świat jest twój (też o tym pisałam TUTAJ).

11. Zapisz dziecko do żłobka, starsze do przedszkola.
Temat dla wielu kontrowersyjny. Osobiście uważam, że roczne dziecko może już uczęszczać do żłobka. Nawet, jeśli nie pracujesz. A już tym bardziej, gdy w domu pojawia się kolejne dziecko. O zaletach tego rozwiązania już pisałam TUTAJ. Ale jeśli jesteś przeciwniczką takiej formy opieki nad dzieckiem, to nie ma co się wzajemnie przekonywać. Robisz tak, jak podpowiada ci serce, to TY musisz czuć, że robisz to, co dla twojego dziecka jest dobre.

12. Pielęgnuj kontakty z przyjaciółmi.
Nie ma się co łudzić, na imprezy póki co nie pochodzisz. Dzwoń do koleżanek, pisz smsy, bądź w kontakcie i na bieżąco. To pozwoli ci zachować zdrowy umysł, musisz czasem pogadać nie o dzieciach. Poplotkuj o byle czym. Ja tę sprawę trochę zaniedbałam, dlatego wiem co mówię i ostrzegam.

13. Nie daj sobie wmówić, że jesteś złą matką.
Bo niby czemu masz być? Bo cię dziecko kopie i drze się w sklepie? Bo puszczasz mu bajeczki w TV, żeby spokojnie zjeść zupę? Bo synek ma dwa lata i mówisz, jak do ściany? Rzeczywistość każdej matki tak wygląda. Wszystkie dzieci, pomimo, że są różne, powielają jednak te same wzorce zachowań. Jeśli dziecko kochasz, pielęgnujesz, przytulasz i wychowujesz na dobrego człowieka, to jesteś dobrą matką. I żadna stara panna w warzywniaku nie ma prawa cię pouczać. Nie sobie chłopa szuka, zamiast pluć jadem.

14. Wróć do pracy zawodowej, jeśli możesz.
Dbaj o swoją przyszłość. Dbaj o siebie, ucz się, rozwijaj. Poza tym warto dorzucić się do domowego budżetu. To ci da poczucie własnej wartości.

Mam nadzieję, że trochę pomogłam. Na zakończenie tego przydługiego wpisu, chcę ci przypomnieć, że każde dziecko kiedyś urośnie. Każde wyrośnie z pieluch, będzie jadło samodzielnie nie rozlewając na siebie. Będzie ci mówiło, że cię kocha. Ten czas nadejdzie szybciej, niż myślisz. A jak już będziesz mieć ten swój dom spokojny, posprzątany, wypicowany, jak już będziesz po kolejnych zajęciach z jogi, przypomnisz sobie, że twoje dorosłe dziecko było kiedyś małe i upierdliwe. I nieraz za tym dzisiejszym dniem zatęsknisz. Wiem to od wszystkich rodziców dorosłych dzieci. Wiem to też od swojej mamy, chociaż podobno darłam gębę miesiącami przez całą noc (kocham cię mamo!).

A pozostałe mamy gorąco pozdrawiam. Będzie gites!

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *