Nauka języków w teorii

Uczę dziecko w domu, zanim jeszcze pójdzie do szkoły. Polecam to wszystkim rodzicom!

Właściwie po co? Skoro i tak nauczy się w szkole? A angielskiego już w przedszkolu?

A właśnie po to, żeby moja córka nie musiała się uczyć. To po pierwsze. Ileż to razy jako nauczycielka słyszałam teksty w stylu: „niemiecki nie jest do niczego potrzebny, ważniejszy jest angielski”, albo: „nie mam zdolności językowych”. Cóż, niektórzy naprawdę nie mają. Niektórym uczenie się języków obcych przychodzi z niemałym trudem, choćby nie wiem ile czasu spędzali na nauce. Są uzdolnieni w innych dziedzinach.

Ale: czy znacie zdrowego czterolatka, który nie umie dobrze mówić? Przecież wszystkie dzieci perfekcyjnie przyswajają język rodziców, choćby nie wiem jak „nieuzdolnieni językowo” mieli okazać się w przyszłości. Ja nie wiem, czy Kasia będzie miała łatwość uczenia się języków obcych, tego angielskiego chociażby. Teraz mówi, bo mówi. Ze mną po niemiecku, bo odkąd skończyła jakieś pięć-sześć miesięcy, praktycznie tylko po niemiecku z nią rozmawiam (wcześniej nie mogłam się zebrać jakoś). Wszystkie maluchy lubią mówić i czują potrzebę porozumiewania się z otoczeniem. To dla nich naturalne.

Nie trzeba mieć żadnych zdolności językowych, żeby nauczyć się najbardziej cudacznych języków na świecie, jeśli zacznie się odpowiednio wcześnie. Teorie mówią, że za symultaniczne wdrażanie drugiego języka uważa się wdrażanie go przed trzecim rokiem życia (polecam artykuł). Osobiście uważam, że najlepiej zacząć z dzieckiem rozmawiać od początku. Przecież mówimy do naszych dzieci od momentu ich narodzenia. Jeśli chcemy, żeby były dwujęzyczne, mówmy w tym drugim języku. Mi trochę brakło tutaj samozaparcia, ale gdy moja córka zaczęła gaworzyć, co jest kolejnym już etapem rozwoju mowy, wiedziałam, że teraz, albo nigdy. I wtedy zaczęłam do niej mówić po niemiecku.

Po drugie: skoro sama mówię w obcym języku, to czemu tej wiedzy nie przekazać dziecku? Przecież i tak ze swoją córką rozmawiam. Opowiadam o świecie, który ją otacza, zadaję pytania, słucham odpowiedzi. Mogę to robić w języku niemieckim.

Po trzecie: pragmatyzm. Zamiast z Kasią spędzać wieczory na przygotowaniach do klasówek i testów, nad tabelkami czasowników i słupkami słówek do wykucia na pamięć, zamiast jeździć dwa razy w tygodniu na kursy językowe, 15 km w jedną stronę do Kielc, po pracy, po szkole, po obiedzie albo i bez obiadu, to wolę szczerze mówiąc pojeździć z nią na rowerze albo do kina pójść. Pieniądze można wydać na obóz językowy latem w jakimś fajnym miejscu. Z tego przynajmniej frajda będzie. No i oszczędzam dziecku jakieś 15 lat nauki, wkuwania słówek, gramatyki, testów i stresów z tym związanych.

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *