Nauka języków w teorii

Czy trzeba mówić perfekcyjnie w obcym języku, by wychowywać dziecko dwujęzyczne?

Moim zdaniem nie. Ale trzeba mówić płynnie i swobodnie, nawet jeśli popełnia się błędy. Chodzi przecież o to, żeby maluch nie był świadomy, że się czegoś uczy, ale żeby naturalnie poprzez rozmowę i zabawę w bezpiecznym i przyjaznym miejscu jakim jest dom, nabywał umiejętności mówienia w dwóch językach. Sama jestem tego najlepszym przykładem. Mojej znajomości języka daleko do perfekcji i sama siebie nieraz poprawiam.

A czy nawet w swym ojczystym języku wszyscy wyrażamy się poprawnie? Ilu to wokół nas niedouczonych memłoków międlących czapki w magistracie, bo gębę do urzędniczki trza otworzyć i w zrozumiały dla niej sposób myśli swe mroczne wyartykułować? Przecież i oni mają dzieci! I dzieci ich mówią i na ludzi wychodzą! Co, mają do swych memłokowych pociech nic już nie mówić? Lepiej tak, niż wcale, świat te dzieci w większości językowo i kulturalnie oświeci.

Mam koleżanki znające dobrze niemiecki lub angielski, niedawno też urodziły im się dzieci i ciągle namawiam je, by rozmawiały z nimi w obcym języku. Zawsze słyszę, że mówią „za słabo”, aby rozmawiać ze swoimi dziećmi. A ja uważam, że nie za słabo, mówią świetnie. Tylko nie mogą się po prostu zebrać w sobie. Po polsku jest zawsze łatwiej.

I tutaj dochodzę do ważnej kwestii: co konkretnie chcę osiągnąć, jeśli chodzi o moją córkę? Co ona ma umieć? Skoro sama mam braki językowe? Moim celem jest to, co powtarzam też koleżankom: nawet jeśli nie znasz języka perfekcyjnie, to niech twoje dziecko opanuje go w przynajmniej takim stopniu jak ty. To przecież jesteś w stanie osiągnąć. Nawet jeśli moja córka będzie powielać moje błędy, to i tak w przyszłości będzie mieć do przodu. Za kilka lat Kasia będzie umiała swobodnie wyrażać swoje myśli w języku niemieckim. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Będzie, podobnie jak ja, mówić z błędami, ale co z tego? A niech popełnia te błędy! Błędy zawsze można korygować. Ja to robię codziennie i w domu i w pracy. O ile łatwiej będzie jej się czegoś douczyć niż nauczyć od początku! Jej rówieśnicy w większości będą najprawdopodobniej na początku swej przygody z językami obcymi. I na pewno będzie im trudniej, niż Kasi teraz. Sama jestem czasem zdziwiona, z jaką łatwością Kasia mówi i zapamiętuje nowe rzeczy. Wydaje się, że w ogóle nie wkłada w to wysiłku. To mnie napędza do działania, wiem, że choćby nie wiem co, idziemy tą drogą. I chociaż nieraz wolałabym tak zupełnie na luzie porozmawiać z małą po polsku, nie robię tego. Bo się zaparłam. Dla jej dobra. A na poparcie swych słów mam jeszcze więcej argumentów. Zapraszam do wpisu TUTAJ.

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

6 komentarzy

  • Marta

    Rozni moi znajomi, co ja mowie „moi”, nasi, bo u meza bylo tak samo, ze jak slyszeli ze czytamy starszemu synowi (wtedy jeszcze jedynakowi) po angielsku to mowili a po co a na co, zadne z was nie mowi perfekt w tym jezyku (ja mowilam bardzo dobrze, FCE zdalam z marszu bez przygotowania, moj maz mowil w stopniu komunikatywnym). Mimo to „uparlismy sie” bo odkrylismy ze syn bazujac tylko na sluchaniu naszych rozmow i moich studiow korespodencyjnych (teologia po angielsku) ni z tego ni z owego zaczal mowic po angielsku mimo ze nikt go nigdy tego jezyka nie uczyl. Gdy z mezem sie zorientowalismy ze dziecko korzysta z naszych rozmow postanowilismy mu pomoc w rozwijaniu tego jezyka, w bibliotece pojawily sie ksiazeczki w tym jezyku i kreskowki w komputerze lub tv. Potem przy okazji edukacji domowej wprowadzilam tez angielski ale nie jako obcy ale jako natywny, przy uzyciu amerykanskich platform discoveryk12 i Mobymax. Teraz prawie-9-letni syn z marszu i praktycznie bez przygotowania poszedl dawac A2Flyers, egzamin jezykowy z Cambridge. (jak go zapisywalam kupilam mu podrecznik do przygotowan ale przez pol roku ani razu do niego nie zajrzelismy, dopiero tydzien przed egzaminem przejrzelismy jakiego rodzaju zadan dziecko ma sie spodziewac na egzaminie) Wyszedl z egzaminu i stwierdzil, ze nie bylo trudne, ze latwe. Zobaczymy jak to sie przelozy na faktyczne wyniki.

  • Klaudia

    Myślę, że wprowadzenie dziecku drugiego bądź kolejnego języka obcego w młodym wieku jest dla niego korzystne z neurodydaktycznego punktu widzenia.

    Nie zgadzam się natomiast z opinią dotyczącą błędów, którą Pani przedstawiła. Badania z zakresu akwizycji języka drugiego pokazują, iż znacznie trudniej jest oduczyć dziecko błędnego nawyku językowego niż nauczyć czegoś wtedy, kiedy dziecko nie ma zinternalizowanego owego złego nawyku (proces fosylizacji).

    Podsumowując, myślę, że kompetencja językowa rodzica, który pragnie wprowadzić drugi język jest kwestią nadrzędną i w sytuacji, gdy nie jesteśmy pewni swoich kompetencji lepiej jest zrezygnować z tego pomysłu, by nie przyniósł on maluchowi więcej szkody niż pożytku.

    • MatkaGagatka

      Poruszyłaś bardzo ciekawą kwestię. Za dużo tu pisania, żeby odnieść się do niej w komentarzu. Obiecuję, że wkrótce napiszę na ten temat przystępny dla nie-lingwistów artykuł. Dzięki za ten komentarz, konstruktywna krytyka dobra rzecz.

  • Monika Mo

    Zgadzam się z Tobą w 100%! Miałam opory przed mówieniem do moich dzieci po angielsku mimo, że jestem filologiem i od lat pracuję jako lektor, między innymi przygotowując słuchaczy do egzaminów na poziomie C2. Ale odpuściłam sobie ten niepotrzebny stres, mówię jak mówię, czasem wkradają się błędy. Lepiej tak niż wcale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *