Dwujęzyczność w naszym domu

Czy uczyć języka obcego już od urodzenia?

Raczej tak, ale bez napinki. Osobiście polecam naukę tak wcześnie, jak tylko się da, ale raczej po to, by samemu się do tego przyzwyczaić. Sama do niedawna myślałam, że dziecko 2-3 letnie będzie miało większe opory, aby używać języka mniej popularnego w jego otoczeniu (bo już jest sprytne i rozumne, a w języku ojczystym łatwiej mu się porozumiewać, więc zgodnie z zasadą, że umysł i język są ekonomiczne i wybierają rozwiązanie dla siebie najwygodniejsze, dziecko uparcie będzie mówić, w naszym przypadku, po polsku). Cóż, swoje poglądy szybko zweryfikowałam, a pomógł mi w tym tablet. Moje dziecko w wieku 1,5 roku odkryło uroki internetu i zakochało się w pioseneczkach i filmikach dla maluchów. A że internet ma zasięg ogólnoświatowy, bez problemu dotarła do stron „innojęzycznych”. Po krótkim (naprawdę krótkim!) czasie zaczął mi brzdąc jeden nucić pod nosem piosenki po niemiecku, angielsku, węgiersku i chyba po turecku. Po hiszpańsku dodatkowo (bo miała taką swoją ulubioną stronę) zaczęła nazywać kolory. Tablet mówił do niej, z ona do niego. To było dla mnie duże zaskoczenie, bo w domu nie używamy mnogości języków, a ona chętnie coś mi śpiewała. Coś, co czasem rozumiałam, jeśli było w języku mi znanym. Na to nałożył się oczywiście ten uroczy dziecięcy bełkot wynikający z niedosłyszenia tekstu i ograniczonej jeszcze sprawności aparatu mowy. Do tej pory, jak wychodzi do swojego pokoju macha nam łapką i mówi „Bye, bye! Tschüß!” Reszty tekstów już nie pamięta, bo porzuciła chwilowo internet na rzecz kredek. Było to do przewidzenia, żadne z rodziców bowiem nie podjęło się wyzwania rozmów z dzieckiem w językach nieludzkich o niepokojącym brzmieniu. Jaki jest wniosek z tej historii? Po co się buntować przeciw czemuś, co po pierwsze ułatwia życie (można powiadomić starszych o swoich potrzebach i dostać ten wafelek), po drugie nie wymaga wysiłku. A jeśli jeszcze język używany jest w kontekście ciekawych obrazków, zabaw i muzyki, to czego więcej potrzeba? Każdy normalny trzylatek wejdzie w to jak w dym, zaręczam. Nie trzeba więc zaczynać z językiem obcym już koniecznie w okresie niemowlęcym. Można to zrobić później. Trochę przypadkiem bojem potwierdziła się w przypadku mojej Kasi teza, że za symultaniczne wprowadzanie języka obcego uważa się wprowadzenie go do trzeciego roku życia. Gdyby Kasia miała w swoim otoczeniu kogoś, kto by „pociągnął” chociażby ten angielski, to pewnie niedługo mówiła by też po angielsku.

Koleżanka spytała mnie niedawno, czy Kasia mi się nie buntuje z tym niemieckim. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie, ale kilka dni temu odkryłam u swojego dziecka coś, co mnie wryło dosłownie w fotel. W temacie tego buntu właśnie. Siedzieliśmy sobie wieczorkiem wszyscy razem tak sobie o czymś gadając, po czym tata powiedział do Kasi coś poprawną niemczyzną. Ona zareagowała na to w sposób niespodziewany, stanowczym głosem oznajmiając mu: „Nie! Tylko ja i mama!”

Od tamtej pory zastanawiam się, jak ona tę swoją sytuację językową postrzega. Ponieważ brak mi tutaj fachowej wiedzy z zakresu dziecięcej psychologii, mam na to dwa wyjaśnienia: albo Tata zburzył jakiś jej porządek i chciała ustawić go do pionu, albo fakt, że po niemiecku rozmawia tylko ze mną, daje jej jakieś poczucie szczególnej więzi. Jest to coś, co ma tylko ona i dzięki temu czuje się wyjątkowa. Ani jej tata, ani nikt inny nie ma póki co wstępu do tego świata. Nie wiem, jaka jest prawda, wiem natomiast, że nie dość, że nie ma tu mowy o jakimś buncie, to wręcz przeciwnie, jest to jakaś wartość, którą Kasia sobie uświadamia i chroni. Może ktoś mądry odezwie się w tym temacie.

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *