Dwujęzyczność w naszym domu

Moje dziecko miesza języki i mówi czasem jak popadnie…

Ano tak. O dwujęzyczności trochę sobie już wcześniej poczytałam, tak żeby skonfrontować swoje wyobrażenia z doświadczeniami innych. I tak natrafiłam kiedyś na posta jakiejś pani, która w samolocie była świadkiem rozmowy dziecka z rodzicem, podczas której dziecko w jednym zdaniu pomieszało słowa polskie z angielskimi. Pani owa była tym zgorszona. W ogóle, wielu rodziców na forach martwi się, że dziecko nie chce mówić po polsku, mówi tylko po angielsku, albo miesza języki i mówi raz tak, raz siak. Znalazłam nawet opinie, że lepiej, żeby dziecko mówiło jednym językiem, a dobrze, niż dwoma byle jak. Przykłady te akurat dotyczyły dzieci Polaków mieszkających na wyspach, ale to raczej bez znaczenia. Rozumiem, że każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej i nikogo tutaj nie chcę oceniać. Uważam jednak, że naprawdę nie ma się czym martwić, uważam też, że warto znać więcej, niż jeden język, nawet byle jak. Ile razy w życiu przydała wam się „słaba” angielszczyzna? Mnóstwo razy! Poza tym duża ilość opanowanych języków nie przekłada się na ich słabą jakość. Wręcz przeciwnie! Znajomość jednego języka wspiera uczenie się innego pokrewnego.

Wracając do mojej Kasi. Do pewnego momentu mówiła mniej więcej równie dobrze po polsku i po niemiecku. Ta równowaga szybko została zachwiana z powodu dużo bardziej intensywnego kontaktu z językiem ojczystym. Po polsku mówi o niebo lepiej, chociaż jej niemiecki jest w miarę swobodny. Ale widzę przepaść w umiejętnościach, ogromną. Ta przepaść mnie dopinguje. Mimo to, że niemiecki mojego dziecka jest słabszy, mała mówi po niemiecku bardzo chętnie. No i oczywiście miesza oba języki na potęgę, co mnie zresztą zupełnie nie martwi.

Oto parę przykładów:

– Daj sznulerka! (Schnuller – smoczek)

– Chcę Milcha!

– Chcę Kussa!

– Bye, bye, Tschüß!

– Weź Taschenlampe und zrób Lichtkreise

Sporo tego zamieszania zawdzięczam mojemu mężowi, który jej w tym bełkocie pomaga zadając na przykład pytania typu: „Kasiu, kochanie, zjesz Quarka?”, albo „Idziesz na szlafenka?”. Nie robię oczywiście z tego dramatu, poprawiam małą często, powtarzam prawidłowe zdania, żeby je zapamiętała, ale bez nerwów i stresu, z uśmiechem na buzi. Widzę, że sama sobie obydwa systemy językowe w głowie w swoim tempie układa. Drodzy Rodzice, naprawdę, poluzujcie gumę w majtkach! Umysł dziecka ma nadprzyrodzone i ponadnaturalne zdolności, ono sobie naprawdę da radę i będzie kiedyś mówić prawidłowo! Potraktujcie takie zmiksowane wypowiedzi humorystycznie, bo za kilka lat będziecie mieć w domu nudy językowe, gwarantuję.

Please follow and like us:
FACEBOOK
FACEBOOK
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *